Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Email this to someonePrint this page

Hannah Arendt – Poza filmem

 

Ladislau Dowbor[1]

2 września 2013 r.

 

Ten film robi wrażenie[2]. Chodzi o refleksję nad naturą zła – o centralny wątek myśli Hannah Arendt. Tłem jest nazizm i proces jednego z ówczesnych wielkich zło-czyńców, Adolfa Eichmanna. Hannah śledziła proces dla New Yorkera. Spodziewała się, że zobaczy potwora, morderczą bestię. Zobaczyła banalność zła –ona jedna ją dostrzegła. Ujrzała biurokratę, który starał się wykonywać rozkazy, zastępujące dla niego refleksję, wszelką myśl, która nie byłaby myśleniem o tym, jak dobrze je wykonać. Ujrzała rozwiedzioną z etyką myśl techniczną, banalność, która tak bardzo ułatwia życie; ujrzała łatwość, z jaką wykonuje się rozkazy. Opublikowana w New Yorkerze analiza procesu[3] wywołała skandal, zwłaszcza w społeczności żydowskiej, tak jakby Hannah uniewinniała zbrodniarza, rozgrzeszała potworność.

Tymczasem banalność zła to sprawa kluczowa. Mój ojciec był torturowany podczas drugiej wojny światowej, na południu Francji. Nie był Żydem. Przy okazji – tyle mówi się o Żydach i o Holokauście, o tej tragedii, której tragicznego wymiaru nie sposób przecież negować, że często zapominamy, iż w tej wojnie zginęło sześćdziesiąt milionów osób, z których sześć milionów było Żydami. Prześladowania objęły całą lewicę, związkowców lub działaczy, osób rozmaitych narodowości, obok Romów, homoseksualistów i tych wszystkich, którzy jakoś się różnili. Faktem jest, że kwestia tortur, ekstremalnej przemocy wobec innej istoty ludzkiej, od dzieciństwa wycisnęła na mnie piętno. Nie wiedziałem, że sam tego doznam. Czy ci, którzy torturowali mojego ojca, byli potworami? Mógł zdarzyć się szczególnie perwersyjny oprawca, któremu zadawanie cierpienia sprawiało przyjemność, ale na ogół byli to tacy sami ludzie jak inni – ludzie działający w warunkach powszechnej przemocy, banalizacji cierpienia, w ramach procesu, który torował drogę temu, co w wielu z nas jest najgorsze.

Dlaczego to takie ważne i dlaczego przesłanie tego filmu jest tak autentyczne? Dlatego, że potworność nie tkwi w człowieku – tkwi w systemie. Są systemy banalizujące zło. Wynika z tego, że naprawdę znaczące rozwiązania, które uchroniłyby nas przed totalitaryzmem, przed prawem jednej grupy do dysponowania życiem i cierpieniem innych, polegają na konstruowaniu takich procesów prawnych i instytucji oraz takiej kultury demokratycznej, jakie pozwoliłyby nam żyć w spokoju. Największe niebezpieczeństwo i największe zło to nie umysłowo chorzy, którzy rozkoszują się cierpieniem innych – na przykład skinheadzi bez powodu, dla rozrywki palący śpiącego na ulicy biedaka – lecz stosowana przez osoby banalne przemoc systemowa.

Wśród tych, którzy torturowali mnie w Wydziale Ładu Politycznego i Społecznego (DOPS) São Paulo, był komisarz, który kiedyś uczył się w Kolegium Loyoli w Belo Horizonte. W latach pięćdziesiątych sam chodziłem do tego kolegium jezuickiego. Uczono tam nas, jak kochać się wzajemnie. I oto napotkałem zwykłego człowieka, który wyjaśniał mi, że gdy wydostanie ze mnie więcej informacji, otrzyma awans – nawet tłumaczył, jakie były wówczas możliwe szczeble awansu. Wyglądało na to, że w życiu chce zrobić karierę. Inny, którego poznałem, były jagunço, czyli członek straży obszarniczej z Północnego Wschodu, był rozmiłowany w przemocy – wyraźnie uważał, że tortura to rzecz banalna; w folwarkach na pewno obcował z nią od dziecka. Potwory? Robili potworne rzeczy, ale potworna była naturalność, z jaką stosowali przemoc.

W siedzibie wojskowej Operação Bandeirante (OBAN) pewien oprawca wręczył mi grubą teczkę, w której znajdowały się kopie zeznań złożonych przez moich wcześniej torturowanych kolegów. Nie chciał się przemęczać, więc po prostu poprosił, abym zapoznał się z ich zeznaniami i sporządził swoje własne, potwierdzając, co w nich jest, nawet jeśli bzdury lub kłamstwa. Wyjaśnił, że pisząc w swoich zeznaniach to, co oni już czytali, zadowolę pułkowników czytających zeznania na górze (ci unikali brudzenia sobie rąk), bo zobaczą, że wszystko się potwierdza, nawet jeśli będą to absurdalne historie. Stwierdził, że w przypadku rozbieżności będą musieli wzywać więźniów, którzy siedzą już w Presídio Tiradentes, i ponownie ich przesłuchiwać, dopóki wszystko nie będzie się zgadzało. Chciał zaoszczędzić sobie pracy. To była biurokracja systemu. W hitlerowskich obozach koncentracyjnych IBM zarządzał selekcją i klasyfikacją osób – wtedy odbywało się to przy użyciu maszyn do systemu kart dziurkowanych. W filmie dokumentalnym pt. Korporacja IBM wyjaśnia, że służył tylko pomocą techniczną.

Zło nie tkwi w oprawcach, lecz w ludziach z czystymi rękami, zarządzających systemem, który innym, banalnym ludziom pozwala robić takie rzeczy jak stosowanie tortur, i tworzących piramidę, w której u podstaw działają osoby z rękami umazanymi we krwi, a na szczycie siedzi taki Rumsfeld, wysyłający do armii amerykańskiej w Iraku notatkę, w której domaga się, aby przesłuchania były harsher, sroższe, czyli gwałtowniejsze. Hannah Arendt nie rozgrzeszała oprawców, lecz wskazywała na rzeczywisty, o wiele groźniejszy wymiar problemu.

Zrozumienie systemowego wymiaru wynaturzeń nie ma nic wspólnego z głaskaniem po głowie zbrodniarzy, którzy godzą się lub każą popełniać czyny potworne. Hannah Arendt całkowicie i otwarcie zaaprobowała powieszenie Eichmanna. Jestem przekonany, że tych, którzy każą stosować tortury, organizują je, administrują nimi i je stosują, należy stawiać przed sądem i skazywać.

Drugi potężny argument wyłaniający się z tego filmu wiąże się z histerycznymi reakcjami Żydów na to, że Hannah Arendt nie uważała Eichmanna za potwora. Ta sprawa jest równie ważna jak tamta. Arendt pozbawiała masy ogromnej przyjemności kompensującej nagromadzoną nienawiść, ogromnego katharsis, spowodowanego widokiem powieszonego zbrodniarza. Ludzie mieli i do dziś mają prawo do nienawiści. Nie chodzi o to, aby uznać, że taka reakcja na zadane cierpienie jest nieprawowita. Faktem jest jednak to, że Hannah, pozbawiając oprawcę znamion potwora, odmówiła uczynienia zeń obiektu nienawiści, zakłócając równowagę, którą nienawiść, jako przeciwwaga cierpienia, zapewnia cierpiącym. Uczucie to jest zrozumiałe, ale niebezpieczne. Co więcej, na szeroką skalę wykorzystuje się je w polityce – z jak najgorszymi skutkami. Nienawiść, w zależności od celu, któremu służy, może stanowić żyzną glebę dla tych, którzy chcą nią manipulować.

W czasach dyktatury wojskowej w Brazylii przebywałem w charakterze uchodźcy w Algierii, gdzie poznałem Alego Zamuna, jednego z wybitnych bojowników o niepodległość tego kraju. Torturowanemu, skazanemu przez Francuzów na śmierć Zamunowi uratowała życie niepodległość. Przyjaciele ze służby bezpieczeństwa nowego państwa zlokalizowali w pewnej posiadłości ziemskiej w głębi kraju jednego z jego oprawców. Zawieźli Alego do tej posiadłości, gdzie zastał banalnego, trzęsącego się ze strachu idiotę. Co miał z nim zrobić? Torturować oprawcę? Zostawił go – niech idzie do więzienia i stanie przed sądem. Taką postawą wszystkich rozczarował. Pewnego dnia zapytałem Alego, jak Algierczycy radzą sobie z zaburzeniami psychicznymi u osób, które padły ofiarą tortur. Jego zdaniem najlepiej odzyskiwali równowagę ci, którzy po uzyskaniu niepodległości kontynuowali walkę, już nie z Francuzami, ale o odbudowę i przebudowę kraju, ponieważ dalsza walka nie pozwalała gasnąć tym, którzy ucierpieli, lecz nadawała sens i przyznawała rację ich cierpieniu.

W Roku 1984 Orwella urzędnicy zbierali się regularnie na sesje zbiorowej nienawiści. Na ekranie pojawiała się postać człowieka, którego należało nienawidzić, i wszyscy czuli, jak narasta i wyzwala się w nich nienawiść do postaci Goldsteina. Następowało ogólne katharsis. Zbiorowa nienawiść udziela się ludziom. Bylibyśmy ślepi, gdybyśmy nie widzieli, że dziś takie same procedury stosuje się w spektaklach medialnych.

Dzieła Hannah, wskazującego na większe zło, którym są systemy nakłaniające ludzi banalnych do działań potwornych, po prostu nie zrozumiano. To, że światli i inteligentni ludzie nie potrafili zrozumieć jej argumentów, samo przez się jest społecznie bardzo znamienne. Jak mówi Jonathan Haidt, w celu uzasadnienia postaw irracjonalnych wynajduje się argumenty racjonalne lub racjonalizujące[4]. W tym przypadku Hannah rzekomo wystąpiła przeciwko Żydom, zdradziła swój lud, nawet była kiedyś zakochana w profesorze, który został nazistą. Argumentów pozwalających podtrzymać nienawiść, a wraz z nią – podtrzymać poczucie, że jest ona uprawniona, nie brakowało.

Punkt ten wymaga wzmocnienia. Aby nienawidzić system i z nim walczyć, trzeba go racjonalnie zrozumieć. O wiele bardziej zadowalające emocjonalnie jest jednak zrównoważenie osłabienia, spowodowanego cierpieniem, polegające na skupieniu całego ładunku emocjonalnego na nienawiści do określonych osób. W histerycznych reakcjach na to, co napisała Hannah i w jaskrawych zniekształceniach tego, co napisała, widać poszukiwanie równowagi emocjonalnej. Takie wielkie grupy ekonomiczne, które utorowały drogę Hitlerowi jak Krupp, czy takie firmy, które zautomatyzowały zarządzanie obozami koncentracyjnymi jak IBM, mogą spać spokojnie, bo nasza nienawiść nie jest skierowana przeciwko nim.

Film ten to zwierciadło, które zmusza nas do przyjrzenia się teraźniejszości przez pryzmat przeszłości. Amerykanie uważają, że utrzymywanie rozległego systemu tortur – zawsze poza terytorium Stanów Zjednoczonych, bo na nim stwarzałoby to pewne niedogodności prawne – jest w pełni uzasadnione. Izrael za pośrednictwem Mossadu stworzył najwymyślniejszy obecnie ośrodek tortur. Prowadzi się badania nad elektronicznymi narzędziami tortur, które w sferze zadawania bólu przewyższają to wszystko, co dotychczas wynaleziono. NSA stworzyła system, który pozwala penetrować wszystkie komputery, wiadomości prywatne i treści rozmów telefonicznych w skali planetarnej. W irackim więzieniu w Abu Ghurajb młodzi Amerykanie filmowali swoimi telefonami komórkowymi stosowane przez nich tortury. Były to zdrowe, wykształcone dziewczyny i chłopaki. Dla nich to, co robili, było zabawne. Prawdę mówiąc, w późniejszych wypowiedziach wielu młodych ludzi potępiło barbarzyństwo, a nawet zapewniło, że odmawiało takich praktyk. Stanowili jednak mniejszość.[5]

Trzeci i centralny dla myśli Hannah argument w tym filmie to dehumanizacja obiektu przemocy. Torturowanie bliźniego zderza się z odziedziczonymi lub przyswojonymi wartościami. Dlatego sprawą zasadniczej wagi jest to, aby przestał on być bliźnim, osobą myślącą, płaczącą, kochającą, cierpiącą. To Żyd, komunista czy – w nowoczesnym żargonie policyjnym – „element”. Dla Ku Klux Klanu – czarnuch. Dziś w skali międzynarodowej – terrorysta. W programach telewizyjnych – człowiek z marginesu. Oglądanie policyjnego pościgu za nim to dla nas rozrywka. Czy są to istoty ludzkie? Chodzi o to, aby przestały być istotami ludzkimi, jednostkami, osobami i stały się kategorią. Stu jedenastu więźniów udusiło się w celach? Cóż, trzeba było przywrócić ład.

W przepięknym filmie dokumentalnym pt. Repare Bem, który otrzymał międzynarodowa nagrodę na festiwalu w Gramado i opowiada o tym, co za dyktatury wojskowej w Brazylii przeżyła Denise Crispim, wytyczono z całą siłą paralelę między przeszłością opowiedzianą w filmie Hannah Arendt a naszą brazylijską scenerią. Inne skale, inne realia, lecz ta sama, uporczywie powtarzająca się, zalegalizowana i zbanalizowana tragedia przemocy i tchórzostwa.

Sebastian Haffner, w latach trzydziestych student prawa w Niemczech, napisał wówczas książkę. Dość niedawno syn odnalazł porzucony przez ojca rękopis tej książki; wydano ją po angielsku pt. Defying Hitler: A Memoir[6]. Haffner opisał w niej, jak student pochodzący z prostej rodziny wstępuje do partii nazistowskiej – pod wpływem przyjaciół, mediów, kontekstu, powtarzając wraz z masami wszechobecne przesłania. W recenzji, którą napisałem w 2002 r., stwierdziłem, że tym, czego należy bać się w totalitaryzmie, w fanatyzmie ideologicznym, nie jest chory oprawca, lecz fakt, że osoby normalne sytuuje on w patologicznej dynamice społecznej, którą postrzegają one jako coś normalnego. W ówczesnych Niemczech 50% lekarzy wstąpiło do partii nazistowskiej.

Kolejny fanatyzm polityczny nie będzie nosił wąsików ani butów wojskowych i nie będzie wykrzykiwał Heil, jak czynią to idioci-skinheadzi. Chodził będzie w garniturze, nosił krawat i posługiwał się multimediami. Z pewnością będzie starał się zaprowadzić reżim totalitarny, ale będzie czynił to w imię demokracji, a nawet praw człowieka.

 


[1] Ladislau Dowbor jest profesorem tytularnym Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego São Paulo (PUC-SP) i konsultantem różnych agend ONZ. Autor m.in. Demokracji ekonomicznej (Warszawa, Książka i Prasa). Jego teksty są dostępne na http://dowbor.org

[2] Hannah Arendt, film fabularny, reż. Margarethe von Trotta, 2012.

[3] H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie: Rzecz o banalności zła, Kraków, Znak 1998.

[5] Najlepszy komentarz to film pt. Ghosts of Abu Ghraib, dostępny na http://www.youtube.com/watch?v=_TpWQj0MjvI&feature=youtube_gdata_player; patrz również śledztwo BBC http://guardian.co.uk/world/2013/mar/06/pentagon-iraq-torure-centres-link; o Guantánamo patrz Samir Naji al-Hasan Moqbel, „Gitmo Is Killing Me”, The New York Times z 15 kwietnia 2013 r.

[6] L. Dowbor, Sebastian Haffner – Defying Hitlerhttp://dowbor.org/2003/08/defying-hitler-a-memoir.html/