Share on Facebook9Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Email this to someonePrint this page

Przełom

Wywiad Inês Castilho z Ladislau Dowborem

(Outras Palavras – 22/11/2012)

 

Nowe stosunki społeczne zaczynają przezwyciężać konsumpcjonizm, dewastację środowiska i nierówność.

 

W debatach o sensach XXI w. powszechnie są dwa przeciwstawne, choć równie prawdopodobne przewidywania. Jedni z optymizmem widzą wielkie mobilizacje społeczne, waloryzację autonomii i niehierarchicznych sieci obywatelskich, próbę przezwyciężenia kryzysu przedstawicielstwa i nowe pomysły na demokrację, ekspansję świadomości ekologicznej. Inni, skłonni do bardziej pesymistycznego punktu widzenia, zwracają uwagę na skrajną koncentrację bogactw, coraz bardziej wyzutą z treści politykę, kolonizowaną przez wielkie (zwłaszcza finansowe) korporacje, dewastację przyrody i kunktatorstwo rządów w podejmowaniu kroków, które mogłyby zapobiec wielkim klęskom żywiołowym.

Wydaje się, że ekonomista Ladislau Dowbor, koordynator Komórki Studiów nad Przyszłością (NEF – Núcleo de Estudos do Futuro) na Papieskim Uniwersytecie Katolickim (PUC) w São Paulo, jest gotów wyjść poza te przeciwstawne punkty widzenia. W swoich najnowszych badaniach, obnażając niektóre spośród czynników kryjących się za współczesnymi niepewnościami, zarysowuje on model, w którym ryzyka i szanse nakładają się na siebie w tym samym scenariuszu. Wyraźnie pojawia się zatem alternatywa zarówno wobec pesymizmu, jak i wobec optymizmu. Ladislau przypomina, że, po raz kolejny, przyszłość jest otwarta – i identyfikuje możliwe punkty przełomowe.

Taka całościowa wizja jasno zarysowała się w dialogu między ekonomistą – jednym z intelektualistów brazylijskich, najbardziej zanurzonych w debacie o kryzysach globalnych – a badaczką i dziennikarką Inês Castilho, współpracowniczką Outras Palavras. Doszło do niego w ramach badań jakościowych pod nazwą Polityka Obywatelska, które instytut Ideafix przeprowadził dla Instytutu Demokracja i Równowaga (IDS).

Za dużą częścią tego, co postrzegamy jako „pozytywne tendencje” teraźniejszości – wyjaśnia Ladislau – kryje się wielka nowość cywilizacyjna. Produkcja niematerialna to obecnie centrum gospodarki. O wartości towarów i usług w coraz mniejszym stopniu stanowią zaangażowane w nie materiały, a w coraz większym – wiedza i kultura oraz kreatywność, która pozwala nimi zarządzać. Żaden z tych czynników, tłumaczy profesor, nie rządzi się „logiką rzadkości”, na której opiera się konwencjonalna teoria ekonomiczna. Znaczy to, innymi słowy, że nie ciąży na nich zasada własności – coś kluczowego dla kapitalizmu. Gdy dzielę się daniem czy fabryką, pozostaje mi tylko część tego, co przedtem posiadałem. Gdy natomiast dzielimy się ideami, innowacjami, talentami i afektami, one się mnożą.

Ta ogromna zmiana paradygmatu, kontynuuje Ladislau, powoduje olbrzymie przeobrażenia. Wiedza i informacja mogą swobodnie krążyć dzięki takim inicjatywom jak Wikipedia, portale internetowe, blogi i sieci społeczne czy ruchy w rodzaju Wiosny Naukowej (Science Spring) i wielkie biblioteki otwarte na północnoamerykańskich i chińskich uniwersytetach.

Gospodarka oparta na niematerialności i na wiedzy wymaga znacznie mniej interwencji w przyrodzie. Ponadto, kontynuuje Ladislau, to, co niematerialne (ochrona zdrowia, edukacja, kultura, sport, czas wolny, bezpieczeństwo), „bardzo dobrze sprzęga się ze zdecentralizowanymi systemami partycypacyjnymi, zarządzaniem lokalnym, polityką miejską, systemami sieciowymi”.

Te dwa sprzężone z sobą czynniki sugerują utopię, która już jest w budowie. W społeczeństwie, w którym główny czynnik produkcji (wiedza) nie jest własnością prywatną, lecz dobrem wspólnym, jak najbardziej możliwa byłaby nieustanna redystrybucja bogactwa. Proszę wyobrazić sobie, na przykład, rentę obywatelską (Basic Income Earth Network – BIEN) którą wypłaca się każdej istocie ludzkiej, niezależnie od jej pracy, i która zapewnia godne życie. Proszę powiązać tę gwarancję z możliwością nadania swoim talentom i kreatywności społecznego sensu poprzez uczestnictwo w sieci osób świadczących usługi publiczne – na przykład pedagogów, profesjonalistów w zakresie ochrony zdrowia, operatorów systemu transportu zbiorowego, opiekunów osób starszych czy producentów materiałów audiowizualnych. Poprzez gwarancje, ze nie pogrąży się człowiek w ekonomicznej desperacji/bezsilności, odzywa się w tymże społeczeństwie elastyczność potrzebna do zmian, i umożliwia się rozprzestrzenienie wielu innowacyjnych działań.

Dlaczego zatem tendencje te nie stają się dominujące? Ladislau zwraca uwagę na inercję starych stosunków władzy i gospodarki, które w minionych stuleciach były hegemoniczne. Jak sprawić, aby prowadzono politykę publiczną, która ograniczałaby użytkowanie samochodów osobowych i tym samym doprowadziłaby do demobilizacji dużej części produkcji przemysłu motoryzacyjnego? Jak wyrugować z aparatu państwowego firmy budujące wielkie autostrady i realizujące faraońskie projekty? Rzecz jeszcze trudniejsza – jak przeprowadzić rozbiórkę mechanizmów finansowych, które przechwytują bogactwo społeczne i skupiają je w rękach 1 proc. czy jeszcze mniejszego odsetka ludności?

Znajdujemy się na rozdrożu – nie wiemy, która z dwóch tendencji weźmie górę. Obie są tak silne, że w toku niedawnych dialogów (takich jak te, które odbyły się 24 października 2012 r. w związku z wylansowaniem projektu pod nazwą Primaveras, Wiosny), Ladislau sformułował trzecią hipotezę. Przeobrażenia historyczne często wymagają wielkich pęknięć. Trzeba było dwóch wojen światowych i widma Związku Radzieckiego, aby w Europie i w Ameryce Północnej powstało państwo opiekuńcze – dziś umierające. Czy trzeba będzie katastrofy klimatycznej, aby gospodarka dobra wspólnego i dzielenia się stała się hegemoniczna? Czy może jednak będziemy w stanie wykoncypować bardziej humanitarne i łagodniejsze przełomy? Poniżej zapis dialogu Ladislau Dowbora z Inês Castilho. (Brasil de Fato)

 

Brasil de Fato – Chciałabym, aby opowiedział pan o swojej pracy nad megatrendami, wielkimi tendencjami, które występują obecnie na planecie, i o Komórce Studiów nad Przyszłością na PUC w São Paulo.

Ladislau Dowbor – Pracuję nad zbieżnością kryzysów, czynników, które dawniej rozpatrywano w sposób niezależny, takich na przykład jak tendencje demograficzne, analizowane przez demografów, klimatyczne, analizowane przez oceanografów i tak dalej. Na planecie jest nas 7 miliardów, co roku o 80 milionów więcej, co znaczy, że codziennie na stole przybywa 220 tysięcy dań. Wpływ tego wszystkiego jest coraz bardziej widoczny i wymaga nieustannych badań. Zanieczyszczamy wodę – nie tylko rzeki, jeziora i wody gruntowe, ale również Zatokę Meksykańską, Bałtyk czy pewne rejony Morza Śródziemnego, które już są martwe. Zanieczyszczamy gleby nadmiarem chemizacji, produktów fitosanitarnych. Przeżywamy rozmaite przejawy zmian klimatycznych.

Niemniej ważny jest wymiar społeczny: ubóstwo, migracje spowodowane przez klęski żywiołowe, ekonomiczne skutki nierówności. Jest miliard osób niedożywionych, półtora miliarda nie ma dostępu do czystej wody. Niszczymy planetę w interesie mniejszości.

Jest jeszcze problem chaosu gospodarczego, który się szerzy – nie tylko finansowy, ale szalejący również na światowym rynku surowcowym, jest spekulacja ropą naftową i zanik kontroli w dziedzinie handlu bronią, lekami, produktami chemicznymi. Nie ma rządu światowego, wielostronnych systemów kontroli, toteż zrodził się chaos spekulacyjny.

BF – Czy scenariusz jest bardziej ponury, niż to sobie wyobrażamy?

LD – W toku pewnych badań przeprowadzonych w Australii zapytano uczonych, dlaczego fakty okazują się na ogół groźniejsze niż przewidywano w raportach przedstawionych na różnych spotkaniach, poświęconych kwestii ekologicznej – w Sztokholmie w 1972 r., na posiedzeniu Klubu Rzymskiego [chodzi o raport pt. Granice wzrostu z 1972 r.], na Szczytach Ziemi w 1992 r. w Rio de Janeiro i w 2002 r. w Johannesburgu. Odpowiedzieli, że musieli zmniejszyć liczby, aby uzyskać wiarygodność, bo ludzie się boją. Na każdym spotkaniu liczby te dopasowuje się, podnosząc je, gdyż coraz lepiej rozumie się, że czas, który mamy do dyspozycji, jest ograniczony.

Dzieje się tak również dlatego, że istnieje światowy system konstruowania opinii publicznej przez wielkie firmy public relations. Specjalizują się one w kreowaniu dobrego wizerunku wielkich korporacji, takich jak wizerunek British Petroleum po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej (utrzymali BP ale teraz to nazywają Beyond Petroleum), czy w prowadzeniu kampanii prywatnych firm, działających w Stanach Zjednoczonych w sektorze ochrony zdrowia i starających się przeszkodzić w uchwaleniu ustawy o publicznej ochronie zdrowia, kampanii twierdzące ze papierosowy nie powodują raka (film The Insider lub Thank you for  Smoking)) czy kampanii, mających na celu przekonanie społeczeństwa, że ograniczenie dostępu do broni palnej byłoby ograniczeniem wolności (film Bowling for Columbine). To ogromne kampanie, w których wszystkie chwyty są dozwolone i które generują tak zwany „negacjonizm”.

Kampania, podczas której wmawia się ludziom, że nie ma globalnego ocieplenia, wchodzi w skład tych wielkich, powiązanych z sobą przedsięwzięć. Mamy znakomitą książkę Jamesa Hoggana pt. Climate Cover-Up: The Crusade to Deny Global Warming. Autor wyjaśnia w niej, jak funkcjonują firmy, które zajmują się kreowaniem opinii publicznej – dziś to wielki przemysł. Nawet sympatyczne rysunki dla dzieci (film The Global Warming Hoax Explained for Dummies). Ogromne sumy na to idą.

Na PUC w São Paulo mamy małą Komórkę Studiów nad Przeszłością, która, w powiązaniu z innymi instytucjami, pracuje nad tymi procesami. Po linii megatrendów czy megatendencji prowadzimy badania nad długofalowymi dynamikami, a także nad zmianami metodologicznymi, na przykład dotyczącymi sposobu obliczania produktu krajowego brutto. Prowadzimy badania sektorowe, których rezultatem jest na przykład książka o energiach odnawialnych w Brazylii . Udostępniamy nasze teksty w sieci, w reżimie Creative Commons. (http://dowbor.org/blog/wp-content/uploads/2012/06/Intelligent-alternatives-of-energy-use-LDowbor.docx)

BF – Czy wielkie media będą podwiązane pod konstrukcje tych wizji rzeczywistości?

LD – Wielkie media są nierozłącznie związane z tymi, którzy płacą za reklamy. Wielkie firmy reklamowe mają zwyczaj identyfikować się z interesami wielkich korporacji – to znaczy tych, które płacą za reklamę. Jak bowiem wiadomo, drobne piekarnie czy cukiernie nie reklamują się za ich pośrednictwem. Typowe pod tym względem są sektor finansowy, przemysł farmaceutyczny, przemysł motoryzacyjny. Kosztami reklamy obciąża się towar i płacą za nie nabywcy. Pochodzące z tego źródła pieniądze finansują firmy reklamowe – wielki przemysł międzynarodowy, który z kolei finansuje media. Sur le pont, d’Avignon, on y danse tous en rond…

Odzwierciedla się to w sektorze wydawniczym: po pierwsze, ponieważ media nigdy nie powiedzą nic złego o korporacjach, które je finansują; po drugie, ponieważ mają ręce związane programowaniem atrakcyjnym dla przeciętnej publiczności – koszty reklamy są określone przez liczbę widzów i czytelników. Koło się zamyka: nie informuje się o sprawach ekonomicznych oraz w ogóle o problemach i sprawach nieprzyjemnych. W zamian za to na ekranach telewizyjnych oglądamy wyczyny żandarmerii ścigającej bandytów w biednych dzielnicach itp. W ten sposób tworzy się przemysł produkujący głupotę i przemysł produkujący strach.

Z pewnych badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych wynika, że niezależnie od poziomu przestępczości, wzrasta poczucie niebezpieczeństwa, spowodowane tym, że bezpieczeństwo publiczne wykorzystuje się jako surowiec służący przeciąganiu czytelników czy telewidzów. Rozwiązania organizacyjne i instytucjonalne oraz formy finansowania tego procesu zniekształcają nasz dostęp do prawdziwej informacji.

BF – W jakiej mierze nowe media ułatwiają swobodny dostęp do wiedzy?

LD – Czynią to na różnych poziomach. Ważna zmiana polega na tym, że ten proces ulega odwróceniu, że zmienia się filozofia. Rzeczy są w obiegu z powodu swojej jakości, a nie dlatego, że te cztery roziny które kontrolują media w Brazylii – Mesquita, Civita, Marinho i Frias  – tak chcą, aby ludzie tak czy siak myśleli. Informacje krążą dlatego, że jest na nie popyt, a nie dlatego, że zawierają reklamy. Dobry artykuł krąży w sieci, ponieważ spodobał się pewnym ludziom, a gdy coś nam się podoba, naszą natychmiastową reakcją jest chęć podzielenia się tym z innymi. Tendencją jest wzrost czytelnictwa spowodowanego przez popyt, a nie przez forsowną podaż, obliczoną na biernego czytelnika czy telewidza.

Są tacy jak ja, którzy całą swoją produkcję naukową udostępniają w sieci. Typowy nakład uniwersyteckiego czasopisma naukowego wynosi 800 egzemplarzy i jego czytelnictwo jest minimalne. Z mojego portalu internetowego codziennie ściąga się setki tekstów naukowych. W Internecie są one permanentnie dostępne; to nie są wiadomości telewizyjne, które za chwilę trafiają do kosza na śmieci, podobnie jak wczorajsza gazeta. Z tekstów tych korzysta się w Angoli i w innych regionach, w których nie ma pieniędzy na książki ani nie są one dostępne w bibliotekach.

Nie tylko zapewnia to większy dostęp do wiedzy u podstaw społeczeństwa, ale co więcej, dzięki temu wiedza krąży ze względu na swoją jakość. Na przykład, Joan Martinez-Alier opublikował na Uniwersytecie Barcelońskim niezwykle kompetentny artykuł o wpływie północnoamerykańskiego przedsiębiorstwa Chevron-Texaco na środowisko w Ekwadorze. Otrzymuję ten artykuł od osób, które przeczytały go i uznały, że jest znakomity i że Ladislau powinien go przeczytać. Czytam i posyłam go bardzo wielu osobom, bo faktycznie jest znakomity. Tak to wygląda na poziomie indywidualnym. Dziś istnieją miliony blogów – walczę o to, aby na PUC wszyscy profesorowie mieli swoje blogi i aby ludzie konstruowali społeczność sieciową. Opór jest wielki, ale mamy do czynienia ze zmianą kulturową.

Jeśli chodzi o poziom instytucjonalny, to podam taki przykład: od 2003 r. Massachusetts Institute of Technology (MIT) stworzył OpenCourseWare (OCW). Cała praca profesorów – ponad 2 tysiące kursów – jest bezpłatnie dostępna sieci. Już w rok później Chiny połączyły takim systemem 12 swoich głównych uniwersytetów: każdy chiński uczony, który stworzył produkt naukowy – kurs, książkę – udostępnia go w sieci w tym systemie i otrzymuje wynagrodzenia od państwa. To interesujące rozwiązanie instytucjonalne i organizacyjne: miliony Chińczyków mają w sieci bezpłatny dostęp do nauki. A ponieważ mają dostęp do nauki, nauka się rozwija, bo inspiruje i podsuwa pomysły. Dziś do OCW podłączonych jest wiele krajów; także w Brazylii podłączone są do niego rozmaite instytucje. Wchodząc na portal OCW Consortium, który ogarnia to wszystko w skali światowej, można dowiedzieć się, jakie to są kraje i instytucje. W Chinach nazywa się to China Open Resources for Education (CORE). Tymczasem na Papieskim Uniwersytecie Katolickim, na Uniwersytecie São Paulo i na innych uniwersytetach brazylijskich nadal pracujemy z teacher’s files i z kserówkami rozdziałów książek. To poziom prehistoryczny.

BF – Wracając do sprawy nowych mediów…

LD – To coś więcej niż media alternatywne. Faktem jest, że ludzie udostępniają wiedzę w zależności od tego, jakie efektywne znaczenie ma ona dla nich i że w sposób tematyczny poszukują potrzebnych im informacji. Na innym poziomie sprawia to, że powstaje system newsletters, który zaczyna skutecznie funkcjonować. Multimedialną publikację elektroniczną Carta Maior otrzymują setki tysięcy osób, mamy Envolverde, Mercado Ético, IHU, niezliczone grupy, rozpowszechniające i puszczające w obieg inteligentną informację. Mamy również tradycyjną informację, która się dostosowała, taką jak Guardian, w którym bezpłatnie, przy pomocy telefonu komórkowego lub tabletu, można znaleźć niezwykle szybko aktualizowaną informację międzynarodową – bez żadnych komplikacji w rodzaju znaków dostępu, opłat, rejestracji. Jest to usługa publiczna, do której istnieje dostęp ze sfery prywatnej.

Ci, którzy trzymają się dawnych mediów oraz ich kontroli politycznej i handlowej, wydają wojnę tym otwartym formom dostępu. Włączasz radio i słyszysz: „zachowuj się etyczny”  (kupuj u oligopolu) – a przecież to nonsens. Szczęście w samotności jest deprymujące. Słysząc ładną muzykę myślę sobie: poślę ją komuś. Kryminalizowanie takich zachowań jest patologiczne: w Brazylii panuje bez mała skandaliczna hipokryzja, gdyż wywraca się pojęcie etyki do góry nogami. Poszkodowany kopiowaniem nie jest muzyk, który na rozpowszechnianiu jego utworu tylko zyskuje. Poszkodowani są wielcy pośrednicy, właściciele tak zwanego przemysłu kulturalnego, którzy nic nie tworzą, a utrudniają dostęp. Copyright jest dobry w takiej postaci, w jakiej powstał: wydawnictwo, które wydaje książkę, nie chce, aby inne wydawnictwo wykorzystało ewentualny sukces handlowy. Natomiast kryminalizowanie niekomercyjnego użytkowania to bzdura nawet z ekonomicznego punktu widzenia, nie mówiąc już o tym, że jest to deformacja pojęcia etyki.

Mamy obecnie do czynienia z fantastycznym postępem tagowania: adresowaniem i kodowaniem każdego dokumentu. Znajdujemy się na poziomie, na którym – jeśli chcę badać bezrobocie młodzieży na peryferiach wielkich miast – umieszczam ten termin w google lub w jakiejkolwiek innej wyszukiwarce i znajduję setki artykułów o tym, co dzieje się na peryferiach Pekinu, Szanghaju czy Moskwy – i na podstawie zgromadzonej wiedzy mogę skomponować te wizje w nowym powiązaniu. Nowatorskie powiązanie na podstawie nagromadzonej wiedzy nazywa się nauką. To jest innowacja. W tym znaczeniu, otwarty dostęp w sieci to o wiele więcej niż bezpłatność – obecną eksplozje innowacji powoduje właśnie otwarcie i elastyczność w krzyżowaniu informacji i postępów nauki w każdej części planety, w każdej dziedzinie nauki. Nie bez powodu uczeni amerykańscy, idąc w ślady Arabskiej Wiosny, stworzyli ruch Science Spring, Naukowa Wiosna, i bojkotują czasopisma indeksowane. Mają dość tych wszystkich pośredników, którzy pobierają myto od cudzych innowacji.

Innowacja to proces oparty na współpracy: działalności innowacyjnej nie prowadzi się w samotności. Mam bardzo dobrą książkę, Cognitive Capital, której autor, Clay Shirky, przypomina, że gdyby na uniwersytetach nie wynaleziono mikroprocesorów i układów scalonych, to taki Bill Gates do dziś pracowałby przy monitorach kineskopowych – takich jakie były w starych telewizorach. Innowacja to fala unosząca wszystkie statki, tylko że niektórzy chcą pobierać myto od innowacji, które są dziełem wszystkich.

Być może więc jest to megatrend, który przebiega przez całość: wiedza się dematerializuje. Pisząc literę „a”, muszę użyć atramentu i papieru, ale cyfra to kombinacja numerów zero i jeden, którą można zrobić przy zapalonym albo zgaszonym świetle, dodatnim i ujemnym polu magnetycznym, większej czy mniejszej mocy fotonów – obracam się w świecie fal elektromagnetycznych. Wokół planety instaluje się system satelitów geostacjonarnych, które retransmitują wiedzę – i planeta zaczyna kąpać się w wiedzy. Satelity te umieszcza się na wysokości 36 tysięcy km – takiej, na której mogą dokładnie towarzyszyć ruchowi Ziemi – i zapewniają one pokrycie całej planety wiedzą.

Rzecz w tym, że wiedza nie siedzi już w głowie profesora, lecz jest w atmosferze. Znaczy to, że – bardziej niż nauczaniem – edukacja powinna stać się wiązadłem, organizatorką wiedzy. Ten przepływ wiedzy w sieci prowadzi do zerwania z rozczłonkowaniem nauki, polegającym na tym, że to jest chemią, tamto fizyką i ten, kto zajmuje się chemią, nie wtrąca się do fizyki – to już odchodzi w przeszłość. W związku z tymi wszystkimi możliwymi przeobrażeniami, szkoły, uniwersytety ze swoimi dyplomami stają się całokształtem rozpaczliwie zdezaktualizowanych struktur.

BF – A jaka szkoła jest potrzeba?

LD – Szkoła, której potrzebujemy, powinna w znacznie mniejszym stopniu wykładać, a w znacznie większym stopniu wiązać wiedzę. W 1993 r. Seymour Pappert napisał The Children’s Machine – książkę o innowacjach edukacyjnych w dobie komputerów. Opowiada tam historię pewnej nauczycielki informatyki, która czuła się coraz bardziej niepotrzebna, gdyż uczniowie robili szybsze od niej postępy; w chwili kryzysu miała ona atak zdrowego rozsądku i powiedziała: „Słuchajcie, wyraźnie nie nadążam za wami. Wiem jednak, jak organizować wiedzę i umiem dyskutować z wami o tym, w jakim celu używać tych narzędzi. Przestanę więc prowadzić lekcje i zostanę waszą doradczynią do spraw organizacyjnych, tak, abyście tworzyli nową wiedzę przy użyciu takiego narzędzia, jakim jest organizacja wiedzy.” To jest nowa szkoła. Taka ona jest w Escola da Ponte, którą stworzył José Pacheco w Portugalii.

BF – Czy ta szkoła może służyć za wzór?

LD – To jest dobry wzór. Proszę przyjrzeć się Otwartym Zasobom Edukacyjnym (Recursos Educacionais Abertos-REA) czy Projeto Folhas Sekretariatu Edukacji stanu Paraná: w klasach nie ma tam już podręczników. Wybrano nauczycieli-ochotników, gotowych opracować teksty o tym, czego ich zdaniem dzieci chcą się nauczyć, i myśleć razem z nimi. Udzielają im sześć wolnych miesięcy, aby temu mogli się poświęcić, i każdy tekst jest opracowywany przez nich razem z uczniami – produkuje się go w sieci. Jeśli mają wątpliwości techniczne, mogą liczyć na uniwersyteckie komórki wsparcia i kontaktują się nieustannie z Sekretariatem Edukacji. Robią to w warunkach współpracy, uwzględniając osie zainteresowań uczniów. Gdy pojawia się jakiś nonsens, zaraz go się koryguje: nie wywołuje to skandalu, Folha de São Paulo nie może zrobić politycznego użytku z błędu w podręczniku.

Co więcej, gdy pojawiają się jakieś nowe badania, nauczyciel otrzymuje pocztą elektroniczną polecenie: „proszę zaktualizować to w książce”. Nauczyciele aktywizują edukację, uczestniczą w tym, czego uczą. Uczeń ma poczucie, że pracuje w sieci i zajmuje się ważnymi sprawami. Uczy się pracować problemowo. Oto na przykład tekst o wodzie: woda to życie, rozrywka, środek transportu, nawadnianie, kultura i dynamika ekologiczna. W ten sposób można wychodzić poza ramy poszczególnych dyscyplin, przezwyciężać rozczłonkowanie wiedzy.

To jest rewolucja i ona zachodzi – zawsze napotykając duży opór, podobny do tego, który w handlu stawiają wielkie korporacje. Tu, na PUC, walczę o przyjęcie OCW – przecież jest rzeczą oczywistą, że należy to zrobić. To żałosne, że ciągle trzeba kserować jeden rozdział, a nie całą książkę, bo nie wolno. Dla ucznia czy studenta przeczytanie jednego rozdziału to kiepska sprawa. Tak pracujemy, w XXI wieku, kiedy inne kraje są już w innej fazie: w ciągu niewielu lat z samego tylko OCW-MIT ściągnięto 50 milionów tekstów naukowych. Proszę sobie wyobrazić, jaki stanowi to wkład do wiedzy w skali planetarnej. Profesorowie zaś zaczęli czuć się bardziej użyteczni – nie muszą czekać na „punkciki” za publikację. Na uniwersytecie Harvard ktoś napisał pod ukrzyżowanym Chrystusem: „He was a great teacher, but he didn’t publish”.

BF – Czy konfiguruje to rewolucję w gospodarce?

LD – Zmienia się cały system odniesień. Na przykład, od tego, co mówię, nic mi nie ubywa, a pani może to się przydać. Co więcej, może okazać się, że o czymś zapomniałem i że pani doda to do tego, co powiedziałem. W tej maszynie [chodzi o magnetofon cyfrowy] surowiec i praca fizyczna stanowią pewnie 3 proc., a 97 proc. to zawarta w nim wiedza – projekt, badania, technologia itd. Dziś na świecie trzy czwarte produktów stanowi zawarta w nich wiedza.

Im bardziej upowszechnia się wiedza, tym bardziej bogaci się ludzkość. Ekonomiści natomiast twierdzą, że ekonomia to nauka o optymalnej alokacji rzadkich zasobów. Czym jednak jest ekonomia, gdy zasób przestaje być rzadki i można go swobodnie, natychmiast przekazać, nie ponosząc praktycznie żadnych kosztów? Przy czym nie chodzi o zalew – wiedza może krążyć po planecie w sposób inteligentny i inteligentnie można uzyskiwać do niej dostęp za pośrednictwem algorytmów, które pozwalają na precyzyjną selekcję. Na tym polega rozmach rewolucji, którą stanowi tak zwana gospodarka kognitywna. Wiedza to taki szczególny czynnik produkcji, którego zużytkowanie nie powoduje zmniejszenia się jego zapasów.

BF – Sieci społeczne zaczyna się wykorzystywać do mobilizacji politycznych. Jak pan to widzi?

LD – W mobilizacjach tych najważniejsze, poza twitterem i demonstracjami, jest to, że dziś ubodzy różnią się od ubogich w przeszłości. Gdy pracowałem jako dziennikarz dla Jornal do Comércio wydawanego w Recife – to była moja pierwsza praca – na terenach wiejskich, człowiek ubogi potakiwał, był zrezygnowany, niepiśmienny. Dziś żaden ubogi już nie zchyla głowy: „tak, proszę pana”.

Podróżując po Afryce, głęboko w interiorze, napotkałem bosonogiego człowieka, idącego pieszo, w turbanie. Przestały padać deszcze – nastąpiła susza, do tego, aby możliwe były następne zbiory, brakowało wody. Zapytałem go: co zrobicie ze zbiorami? Spojrzał na mnie spokojnie i powiedział: chciałbym wiedzieć, co wy zrobicie. Widział, że przyjechałem samochodem, że jestem biały, ze stolicy… Dziś wielu ubogich jest poinformowanych, wiedzą, że ich dzieci mogą mieć dostęp do przyzwoitej ochrony zdrowia, że przysługują im prawa obywatelskie. To fantastyczne przebudzenie.

Pożyteczne są pewne liczby: na planecie jest nas 7 miliardów, z których 4 miliardy to „osoby nie mające dostępu do korzyści płynących z globalizacji” – jak to elegancko mówi Bank Światowy, bo nie lubi mówić: ubodzy. Miliard głoduje, z czego 180 milionów to dzieci. Spośród tych dzieci co roku umiera z głodu 10-11 milionów. To dane UNICEF i FAO. Nie zabijamy – pozwalamy umierać, choć mamy zasoby, wiedzę, technologie.

Jesteśmy świadkami śmierci milionów osób w Rogu Afryki. Na AIDS zmarło już 25 milionów – a my dyskutujemy o wartości patentów. To jest nie do zniesienia. Równolegle istnieje łatwość w uzyskiwaniu informacji, które zmieniają postawy ludzi. Te dwie trzecie ludności świata, które żyją w nędzy, w dużej części mieszkają w miastach – nie żyją już w izolacji na wsi. W Brazylii w 96 proc. mieszkań są telewizory. Do tego telefon komórkowy…

BF – A przecież uważamy, że telewizja źle informuje, deformuje…

LD – Niewątpliwie źle informuje, ale informacja dociera, krąży. Powiedzmy, że dzięki tej ekspansji dostępu do wiedzy i inteligentnej dostępności informacji, ludzie mogą przekładać swoją indywidualną rozpacz na zrozumienie tego, że mają do czynienia z procesem społecznym, a nie ze swoją własną nieudolnością. Ubodzy zaczynają rozumieć. Pewien duchowny latynoamerykański powiedział kiedyś: „Kiedy daję biednym chleb, nazywają mnie świętym. Kiedy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba, nazywają mnie komunistą.” To ciekawe…

Z jednej strony mamy to ogromne wyzwanie ekologiczne – krytyczne sytuacje, które stwarzamy; z drugiej strony – wyzwanie społeczne, które eksploduje: mobilizują się nawet Indianie Ajmara. Trzecia oś, to szerzący się chaos finansowy, dezorganizacja systemu produkcyjnego. Są tak pazerne środowiska, że pieniądze chcą robić pieniędzmi – nawet nie potrafią inteligentnie finansować procesu produkcyjnego, aby na tym zyskać.

Zaczynamy rozumieć synergie. Na przykład, wieczna zmarzlina na Syberii, lód nagromadzony w ciągu stuleci, nie topniejący w lecie, a raczej topniejący tylko częściowo; pozostała część pozostawała w stanie marzłoci trwałej, a zatem odbijała ciepło. Zmarzlina ta stopniała wraz z globalnym ociepleniem. To miliony ciemnych dziś kilometrów kwadratowych, które nie odbijają ciepła, lecz je wchłaniają – generuje się feedback procesu ocieplenia. Zaczynamy rozumieć, jakie interakcje zachodzą między rozmaitymi procesami. To jeden z wielu przykładów. Dziś rozumiemy powagę sytuacji, ponieważ wszystko się bada i ponieważ w ostatnich latach i w ostatnich dziesięcioleciach zamknęła się granica statystyczna planety. Wiemy, co się dzieje.

BF – To znaczy?

LD – Nie ma już „czarnej dziury” – na przykład regionów Afryki, o których nie wiedziano, ile osób je zamieszkuje. Wszystko jest zmapowane. W wyniku skrzyżowania informacji, ludzie potrafią zrozumieć, że niszczymy wodę, którą już nazywa się błękitnym złotem. W ciągu dwustu lat zlikwidowaliśmy ropę naftową, która nagromadziła się w ciągu 200 milionów lat. Łatwa ropa naftowa skończy się za 20 lat. Zlikwidować ropę naftową – skarb, który powinien służyć przyszłym pokoleniom, aby mogły pojeździć sobie motocyklem i skuterem wodnym lub – wbrew zdrowemu rozsądkowi – postać w korku na drodze…

Jesteśmy świadkami zaniku szaty leśnej planety – obecnie główna oś wylesiania przebiega przez Indonezję. Brazylia odniosła fantastyczne zwycięstwo – najpierw Marina Silva, a następnie Carlos Minc sprawili, że roczne wylesianie Amazonii zmalało z 28 tysięcy km² do 7 tysięcy km². Nadal jest to katastrofa, ale to było zwycięstwo. Rząd Luli był pierwszym rządem, w którym nie było dekoracyjnych ministrów ochrony środowiska.

Ludzie, łącząc segment z segmentem, uświadamiają sobie katastrofy, takie na przykład jak zniszczenie bioróżnorodności. Zaczęliśmy rozumieć, że wszystkie łańcuchy żywnościowe są z sobą powiązane, każdy z nich współpracuje z innym, jeden żyje dzięki innemu – a my po kolei je porozrywaliśmy. Jeśli chodzi o oceany, to emitujemy więcej dwutlenku węgla, oceany wchłaniają jego większe ilości i stają się kwaśniejsze; w rezultacie u tego wszystkiego, co – jak muszle czy korale – potrzebuje wapna, maleje zdolność kształtowania się kości.

Jest bardzo dobrą książkę Fred Pearce, When Rivers Run Dry, w której rozmawia on z wielkimi rolnikami indyjskimi. Oni mają pompy, które pompują 12 m³ wody na godzinę, na głębokości 350 m – to o wiele więcej, niż zdolność odtwórcza lokalnych deszczów; argument, którym się posługują, jest następujący: jeśli ja tego nie zrobię, to zrobi to ktoś inny. Na prośbę pewnego rządu afrykańskiego, rozmawiałem z przedsiębiorstwem rybołówstwa, które wyczerpuje zasoby rybne Afryki Zachodniej. Argument był taki sam: mój przyjacielu, w rybołówstwie przemysłowym utopiłem 100 milionów dolarów i muszę odzyskać to, co mi się należy, a szczerze mówiąc, jeśli nie ja…” W imię liberalizmu gospodarczego trwa wyścig – kto pierwszy, zanim zasoby ulegną wyczerpaniu.

BF – Czy możliwe jest globalne zarządzanie, które miałoby na celu ochronę planety?

LD – Stoimy w obliczu konieczności zmiany w sferze zarządzania; proces podejmowania decyzji musi ulec zmianie. Globalnie. W całej swojej hierarchii, w swoich problemach planetarnych, gdyż z każdym problemem planetarnym borykamy się w każdym mieście.

W São Paulo jeździ się samochodem z szybkością 14 km na godzinę, na pierwszym i drugim biegu. Mieszkaniec São Paulo traci dzienne na przejazdy 2 godziny 40 minut. Transport indywidualny jest strasznie drogi, zanieczyszcza środowisko i ludzie prowadzą siedzący tryb życia. Ostatnio byłem w Chinach. Szanghaj ma linie metra o łącznej długości 420 km. Ludzie jeżdżą tam codziennie do szkoły, do pracy i do domu, wszyscy o tej samej porze; jeżdżą pod ziemią, pociągami elektrycznymi, które nie zanieczyszczają środowiska. W Szanghaju, Pekinie i innych miastach widziałem niewiele motocykli na benzynę: wszystko jest tam elektryczne. Do Brazylii taki motocykl nie dociera, gdyż jest to sprzeczne z interesami tradycyjnych przedsiębiorstw – japońskich i innych. Odpowiednik Biz, tylko że elektryczny, kosztuje w Chinach 200 dolarów. Silniczek elektryczny, bateria, a reszta to blacha i guma. I nie zanieczyszcza. Na naszych drogach motocykl emituje sześciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż samochód.

Wielkim nośnikiem tej koniecznej zmiany jest dostęp do wiedzy i informacji. Dlaczego ludzie godzą się płacić w banku Santander odsetki w wysokości 160 proc. w skali rocznej za „czek specjalny” (overdraft)? Dlatego, że nie wiedzą, iż w Hiszpanii ten sam czek, do 5 tysięcy euro, w ogóle nie jest oprocentowany przez sześć miesięcy. Ludzie nie wiedzą, na przykład, że gdy kupują za cztery dolary witaminę C w pudełeczku, rzeczywista zawartość kwasu askorbinowego kosztowała firmę zaledwie 3 centy. Reszta to opakowanie, reklama – i dlatego do witaminy C ma dostęp tylko jedna trzecia ludności.

Zmienia się baza produkcyjna krajów. Dawniej były to zasadniczo materialne dobra, a dziś główną osią działalności gospodarczej nie jest przemysł, nie jest rolnictwo – to były główne dziedziny działalności gospodarczej w XX wieku. Ludzie wiedzą, co to jest rolnictwo i przemysł, wszystko inne nazywamy usługami, a do usług należą polityki społeczne: ochrona zdrowia, edukacja, kultura, bezpieczeństwo, mieszkalnictwo, sport, rozrywka, które są pracochłonne – wykazują się wysoką chłonnością interakcji międzyludzkich, a tym samym wysoką chłonnością organizacji społecznej.

Dziś największy sektor gospodarki Stanów Zjednoczonych, stanowiący 17 proc. PKB, to ochrona zdrowia. Działalność gospodarcza przenosi się do tego sektora, który funkcjonuje w odmienny sposób: zdrowia nie wozi się kontenerem i nie jest ono narażone na chińską konkurencję. W Chinach produkuje się iPad, ale nie produkuje się edukacji na eksport.

Jakie systemy funkcjonują w Brazylii? Duszpasterstwo Dziecięce, Program Ochrony Zdrowia Rodziny – ponieważ polityka społeczna to kontakt, nauczyciel i uczeń, są to systemy sieciowe, poziome. Dokonuje się planetarne przemieszczenie miejsc pracy, działalności gospodarczej, ku tak zwanym dobrom niematerialnym, a to, co niematerialne, bardzo dobrze sprzęga się ze zdecentralizowanymi systemami partycypacyjnymi, zarządzaniem lokalnym, polityką miejską, systemami sieciowymi. Znaczy to, że mogą rozwijać się ruchy społeczne – nie dlatego, że ludzie są lewicowi i lubią organizacje pozarządowe, ale dlatego, że one funkcjonują. W Brazylii nie ma organizacji porównywalnej pod względem konkurencyjności z Duszpasterstwem Dziecięcym: miesięcznie wydając 1,70 reala na dziecko (jeden dolar), zredukowało ono o 50 proc. umieralność niemowląt i o 80 proc. hospitalizacje. Komercyjne plany ochrony zdrowia są oburzone efektywnością trzeciego sektora – stare interesy starają się kryminalizować działalność ruchów społecznych.

Nie można patrzeć na wiek XXI oczami wieku XX. Następuje międzysektorowe przemieszczenie miejsc pracy i działalności gospodarczej. Prowadzi to do idei społeczeństwa sieciowego, do prac Manuela Castellsa, do tej całej myśli, która rozumie zachodzącą restrukturyzację społeczeństwa.

BF – Czy to potęguje mobilizację polityczną?

LD – Stwarza to bazę ekonomiczną społeczeństwa powiązanego. Jeśli wytwarzam tenisówki Nike, to chodzę do fabryki, wracam do domu i nic nie organizuję; wysyłam je w kontenerze, sprzedaję w sklepie, w centrum handlowym. Gdy natomiast stwarza się systemy społeczne, wiąże się i umacnia społeczeństwo. W rezultacie podstawa społeczeństwa zawłaszcza politykę.

Rzecz interesująca: w Szwecji, w której procesy te bardzo się rozwinęły, podatki są wysokie, 60-procentowe – nasze są niskie, 35-procentowe. Jednak z całej tej masy pieniężnej, z całego tego zasobu publicznego, 72 proc. administruje się bezpośrednio na szczeblu społeczności lokalnych. Jest to polityka zawłaszczana u podstaw – mamy do czynienia z pogłębieniem demokracji, tak, jak w pracach Boaventura dos Santos.

Chciałbym polecić swoją książeczkę pt. Poder local, Władza lokalna, która ukazała się w wydawnictwie Brasiliense, i swoje studium pt. As políticas sociais e transformação da sociedade, Polityki społeczne a przeobrażenie społeczeństwa. Są na moim blogu. W książce pt. Demokracja ekonomiczna, która też jest dostępna w sieci, przedstawiam zestaw 20 osi wielkich przeobrażeń. To mała książka. Napisałem też dużą, A Reprodução social, Reprodukcja społeczna, na co moi studenci zareagowali mówiąc: „panie profesorze, ona jest taka gruba, że można postawić ja pionowo na stole!” Stojące książki! Ciągle się od uczniów uczę.

BF – Czy zapatruje się pan z optymizmem na przyszłość?

LD – Jestem pesymistą aktywnym – powiedzmy, że robię wszystko, aby było lepiej. Nie wierzę, że są dobrzy i źli ludzie – wszyscy mamy dobre strony. Chodzi o to, aby stworzyć instytucje, które wycisną z nas to, co najlepsze. Są do tego warunki: widzę, jak mnożą się organizacje społeczeństwa obywatelskiego, jak powstają media alternatywne, jak narasta świadomość wyzwań planetarnych, oburzenie na nierówności, jak funkcjonują polityki redystrybucyjne. Tylko że dynamiki, które ulepszają procesy, to jedno, a to, ile mamy czasu, to coś zupełnie innego – ropa naftowa się kończy, morza są zanieczyszczone, o rzekach w ogóle nie ma co mówić, lasy znikają, bioróżnorodność również, a klimat eksploduje.

BF – Czy będzie dość czasu na to, aby temu sprostać?

LD – To skomplikowane, bo występują głębokie procesy inercyjne. Z Titanica było widać, że góra lodowa znajduje się w odległości 2 km – to duża odległość, ale gdy zaczął on zmieniać kierunek, okazało się, że jest za późno. Jeśli dziś zaczniemy walczyć z emisją dwutlenku węgla, a do 2040 r. nic się nie zmieni, to można sobie wyobrazić, co będzie się działo.

Lester Brown, który jest najlepszym badaczem tych problemów, uważa, że nie wiadomo, gdzie nastąpi przełom. Wyczerpują się warstwy wodonośne i w wielu krajach, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, nie ma już ziarna, ponieważ, z powodu braku wody, nie można uprawiać zbóż i trzeba je importować. Ze względu na to, że zanieczyszczenia środowiska ulegają przyspieszeniu i że zanikają warstwy wodonośne, powstanie bańka żywnościowa. Na planecie głoduje już miliard osób i może dojść do znacznie gwałtowniejszej eksplozji. Konieczna jest zmiana paradygmatu energetycznego: coraz więcej inwestujemy w lotniska, a tymczasem Europa rezygnuje już z lotnisk, gdyż przesiada się do pociągów – ogranicza prędkość.

Trudno powiedzieć, gdzie nastąpi przełom systemowy i jakie będą powiązania międzysystemowe tych przełomów. Należy zachowywać ostrożność – dobre jest to wszystko, co generuje bardziej poinformowane i legalne społeczeństwo, co wiąże i organizuje społeczeństwo i daje mu narzędzia kontroli; dobre jest to wszystko, co odsuwa korporacje od władzy, bo tylko ekonomiczną wydajność widzą. To, co uświadamia, stwarza systemy edukacyjne lub system otwartego dostępu do wiedzy, ogranicza patenty i copyright – to może efektywnie funkcjonować, ulepszając odporność całości.

 

Źródło:

http://www.outraspalavras.net/2012/11/22/um-planeta-banhado-em-conhecimento/

Artykuły i ksiażki profesora Dowbora są na stronie http://dowbor.org; Demokracja Ekonomiczna, wydana w Polsce przez Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2009

(Oryginał po portugalsku http://www.outraspalavras.net/2012/11/22/um-planeta-banhado-em-conhecimento/)

Download