TECHNOLOGIE WIEDZY: WYZWANIA EDUKACJI[1]

 

Ladislau Dowbor

 

Po zakończeniu ostatniej wojny światowej w pewnym nazistowskim obozie koncentracyjnym znaleziono następujące przesłanie skierowane do profesorów:

Szanowny Panie Profesorze!

Przeżyłem obóz koncentracyjny. Moje oczy widziały coś, czego nie powinien widzieć żaden człowiek. Komory gazowe skonstruowane przez wykształconych inżynierów. Dzieci otrute przez dyplomowanych lekarzy. Niemowlęta uśmiercone przez fachowe pielęgniarki. Kobiety i dzieci rozstrzelane i spalone przez absolwentów wyższych uczelni. Dlatego odnoszę się podejrzliwie do edukacji.

Mam prośbę: niech Pan pomoże swoim uczniom, aby stali się ludźmi. Pańskie wysiłki nigdy nie powinny stwarzać wyszkolonych potworów czy sprawnych psychopatów.Czytanie, pisanie i arytmetyka są ważne tylko wtedy, gdy sprawiają, że nasze dzieci stają się bardziej ludzkie.

 

Technologie są ważne, ale tylko wtedy, gdy potrafimy posługiwać się nimi, a wiedza o tym, jak się posługiwać, nie jest jedynie problemem technicznym.

 

Technologie wiedzy

 

Postaramy się tu zidentyfikować w ogólnym zarysie ogromny potencjał, który tworzą nowe technologie wiedzy, a także nowe niebezpieczeństwa, które z nich wynikają. Edukacja nie może już funkcjonować bez powiązania z szerszymi dynamikami, które wychodzą poza uczelnianą aulę. Podobnie, gospodarka nie może już właściwie funkcjonować bez sprostania kwestii społecznej organizacji wiedzy.

Autor tej książki jest ekonomistą. Dlaczego zapuszcza się na teren, który normalnie należy do dziedziny zwanej edukacją? Z jednej strony dlatego, że nauczanie ekonomii to edukacja i nie ma takiego nauczyciela, który nie czułby, że zmierzamy ku nowym widnokręgom. Z drugiej strony długimi krokami podążamy ku społeczeństwu wiedzy i dla nas wszystkich, jak również w ogóle dla rozwoju gospodarczego i społecznego, problematyka edukacji stała się centralną sprawą.

Same w sobie technologie nie są złe. Dobrze się dzieje, gdy można robić więcej przy mniejszym wysiłku. Jednak technologie bez edukacji, wiedzy i mądrości pozwalających organizować ich realne wykorzystanie, sprawiają tylko to, że szybciej i na większą skalę popełniamy te same błędy. Uważaliśmy, że dla rozwoju kraju zasadnicze znaczenie ma budowa fabryk i tworzenie banków. Dziś stwierdzamy, że bez wiedzy i odpowiedniej organizacji społecznej zbudowaliśmy nowoczesność na glinianych nogach, fasadowy luksus, który nikogo już nie oszuka.

Niektóre fragmenty tej książki ukazały się w artykułach czy rozdziałach książek. W obliczu rozmachu wyznań, z którymi się borykamy, uważamy, że pożyteczne będzie wypracowanie całościowej wizji i przedstawienie stojących przed nami głównych wyzwań w sposób usystematyzowany, choć zwięzły.

 

1 – Od edukacji do zarządzania wiedzą

Oczywiście, przeobrażenia zachodzące dziś na planecie wychodzą daleko poza ramy zmian w technologiach informacji i komunikacji. Technologie te, zwane teleinformatyką (w skrócie ICT), odgrywają jednak centralną rolę. Ponieważ edukacja nie jest dziedziną samą w sobie, lecz permanentnym procesem budowy pomostów między szkolnictwem a otaczającym nas światem, nasza wizja musi obejmować te przeobrażenia. Zmienia się nie tylko technika nauczania, przyswajając sobie nową technologię. Należy przemyśleć również samą koncepcję nauczania.

Tradycyjnie edukacja to instrument służący dopasowaniu przyszłości zawodowej człowieka do świata pracy poprzez zdyscyplinowanie go i uzbrojenie w pewien sposób w wiedzę techniczną, tak, aby mógł „wygrać w życiu”, osadzając się w takim świecie, jaki istnieje. Z kolei to jego korzystne osadzenie ma przynieść mu uznanie i wynagrodzenie, czyli „sukces”.

Ten szeroko panujący paradygmat wygenerował inną, kontestacyjną wizję, która usiłuje zapewnić edukacji samodzielność pozwalającą jej skupić się na ludzkich wartościach, na kształtowaniu obywatela dysponującego krytyczną i twórczą wizją. Tak pojmowana edukacja, niejako wolna od stosunków ze światem ekonomicznym, byłaby wolna od wzorów, które ten chce jej narzucać.

Realnie istniejąca edukacja bez instrumentów technicznych, które pozwalają być kompetentnym po linii zawodowej, i zbyt krucha, aby dysponować mocami przekształcającymi, konstytuuje w końcu świat oderwany od procesów przeobrażeń gospodarczych i społecznych.

Wyłaniający się dziś świat stanowi jednocześnie wyzwanie dla edukacji i szansę. Jest wyzwaniem, ponieważ świat wiedzy tak głęboko się rewolucjonizuje, że nikt nie pyta nawet edukacji, czy chce się ona aktualizować. Zmiana to dziś kwestia przetrwania i kontestacja nie jest dziełem „autorytetów”, lecz rozrastającego się i nieuchwytnego, „pełnego worka” studentów, którzy codziennie porównują znakomite filmy i reportaże naukowe, ukazujące się w telewizji i w prasie, z zakurzonymi podręcznikami i repetycyjnymi lekcjami szkolnymi.

Jest również szansą w takiej mierze, w jakiej wiedza, służąca w edukacji za surowiec, staje się strategicznym zasobem nowoczesnego rozwoju. Należy powiedzieć sobie, że wiedza naukowa nigdy nie była w centrum procesów przeobrażeń społecznych. W starożytnej Grecji, bardziej interesującej się wojnami, odgrywała rolę folklorystyczną i w wielkich cywilizacjach, czy to w Chinach, czy w Rzymie lub w świecie arabskim, mobilizowała znikome pod względem społecznym mniejszości.

W obliczu przeobrażeń technologicznych, które zachodzą na planecie, świat edukacji zachowuje się tak, jakby był pod wpływem narkozy – w dużej mierze odcięty od procesu badań rozwojowych, który dziś koncentruje się zasadniczo w przedsiębiorstwach ponadnarodowych, i pozbawiony szerszej wizji wyzwania, któremu musi sprostać. W rzeczywistości, po raz pierwszy edukacja ma możliwość wywarcia decydującego wpływu na nasz rozwój.

Wraz z celami pojawiają się środki. Gdy edukacja staje się strategicznym narzędziem reprodukcji społecznej i awansu społecznego, jednocześnie powstają technologie, które pozwalają na wielki skok w dziedzinie form, organizacji i treści edukacji. Informatyka, multimedia, telekomunikacja, banki danych, wideo – to wszystko szybko się upowszechnia, podobnie jak wiele innych elementów. Telewizję, dziś ważny czynnik kształcący, można spotkać w najuboższych mieszkaniach. Koszty tych i innych instrumentów obniżają się w zawrotnym tempie.

Wychodząc od dostrzeżonych w różnych krajach tendencji, postulujemy takie pojmowanie edukacji, które szybko otwiera się przed szerszym podejściem, bo dziś nie wystarczy już pracować nad propozycjami unowocześnienia edukacji. Chodzi o ponowne przemyślenie dynamiki poznania w najszerszym znaczeniu i nowych funkcji nauczyciela jako pośrednika w tym procesie.

Opór wobec zmiany jest silny. Na ogół nowe technologie pojawiają się w bogatych krajach i natychmiast, w ślad za nimi, w bogatych segmentach naszego społeczeństwa, toteż mamy naturalną skłonność do utożsamiania ich z interesami panujących grup ekonomicznych. Prawdą jest, że początkowo służą one ich interesom. Tymczasem defensywna postawa wobec nowych technologii może sprawić, że najbardziej wsteczne segmenty społeczeństwa będą prezentowały się jako orędownicy nowoczesności.

W toku rewolucyjnych przeobrażeń świata wiedzy w ogóle, wyposażenie się w odpowiednie instrumenty i instytucje zarządzające w tej dziedzinie to z pewnością istotna oś służąca zerwaniu z naszym zacofaniem.

 

2 – Świat wiedzochłonny

Nie chodzi o to, aby zalać szkoły i inne instytucje komputerami zrzucając je na spadochronach. Z licznych badań przeprowadzonych w przedsiębiorstwach wynika, że zwykła informatyzacja prowadzi jedynie do tego, iż te same głupstwa popełnia się szybciej, a poza tym gromadzi się wymyślny sprzęt, który służy za maszyny do pisania. Chodzi o to, aby zorganizować produkcyjne przyswajanie całokształtu potężnych instrumentów, które będą mogły efektywnie funkcjonować tylko wtedy, gdy dokonamy odpowiedniej zmiany kulturowej w najszerszym znaczeniu tego terminu.

Taka zmiana kulturowa, cywilizacyjna, jest planetarna. Na przykład wszyscy widzieliśmy już informacje o względnym spadku znaczenia rolnictwa. W Stanach Zjednoczonych zatrudnia ono co najwyżej 2 proc. ludności czynnej zawodowo. Gdy jednak przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że wokół tych 2 proc., a więc rzeczywiście niewielu, funkcjonują przedsiębiorstwa świadczące usługi w zakresie sztucznego unasienniania, dalej przedsiębiorstwa świadczące usługi w zakresie analizy gleby, jeszcze inne, organizujące systemy składowania i konserwacji produktów czy świadczące usługi badawcze, meteorologiczne itd. Gdy zsumujemy ogół osób zatrudnionych w działalności bezpośrednio związanej z rolnictwem, ale nie uprawiających roli, to okaże się, że stanowią one co najmniej 20 proc. ludności czynnej zawodowo. Innymi słowy, to, co się dzieje, nie polega na zaniku rolnictwa: zmienił się sposób pracy na roli, gdyż zmalała działalność, którą symbolizuje motyka i która doskonale nadaje się do mechanizacji, natomiast zwiększyła się treść polegająca na organizacji wiedzy.

Z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem w stosunku do rolnictwa, przemysł idzie tą samą drogą. Liczba pracowników przemysłowych, czyli zatrudnionych w tak zwanym sektorze wtórnym, wszędzie maleje, powodując bezrobocie, które bardzo daje się odczuć nawet w tradycyjnych ośrodkach przemysłowych kraju. W rzeczywistości jednak szybkiemu kurczeniu się działalności operacyjnej przy maszynach towarzyszy rozwój działalności organizacyjnej, badawczej, menedżmentu, dizajnu itd., a więc tego, co nazwano działalnością „niematerialną”, ponieważ nie skutkuje ono wyrobem fizycznym, nie używa się w niej konkretnej maszyny. Wielu niejasno nazywa taką działalność usługami. Tymczasem jest to bardziej wiedzochłonna forma rozwoju produkcyjnego przetwórstwa przemysłowego.

Pojawia się również i nabiera coraz większej wagi działalność związana z polityką społeczną, polegająca na świadczeniu bezpośrednio osobom takich usług jak ochrona zdrowia, rozwija się ogromny sektor ogólnikowo nazywany przemysłem rozrywkowym, a także upowszechnia się sama edukacja, obejmując wszystkich, niezależnie od ich wieku. Są to sektory bardzo wiedzochłonne i kapilarne, to znaczy powinny docierać do każdego, do każdej rodziny, w sposób specyficzny i zróżnicowany, co wymaga bardzo kompleksowych systemów organizacji i menedżmentu, a zatem wymaga więcej wiedzy.

Niemniej ważna jest działalność rządowa. Choć dyskurs ideologiczny o minimalnym państwie przynosi głosy w wyborach, w realnie istniejącym świecie, na całej planecie, obserwuje się przyrost działalności publicznej. Nie ma w tym żadnej zagadki, a ideologii jest niewiele. Wraz z urbanizacją to, co w świecie rozproszonych populacji wiejskich indywidualnie realizowała każda rodzina, wymaga teraz powiązanych usług publicznych, takich jak zaopatrzenie w wodę i energię, ścieki, ulice, sieci szkolne itd. Usługi te z kolei wymagają całościowej wizji, planowania, poszanowania interesów społecznych i ekologicznych. W prywatnych rękach one bardzo źle funkcjonują. Interesujące jest to, że dziś taka instytucja, którą trudno podejrzewać o „etatyzm”, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, publikuje dane wyraźnie świadczące o tym, że im bardziej dany kraj jest rozwinięty, tym proporcjonalnie większy rozmach mają w tym kraju usługi publiczne. Tylko że te usługi w dziedzinie organizacji i menedżmentu społecznego wymagają dziś czegoś więcej niż tradycyjnej biurokracji: zręczności i elastyczności – nie tylko wysokiej chłonności informacyjnej, ale również powszechnego dostępu do informacji, gwarantującego demokrację i przejrzystość.

Innymi słowy, edukacja i systemy zarządzania wiedzą, które rozwijają się wokół niej, muszą nauczyć się korzystania z nowych technologii w celu przeobrażenia edukacji w takiej samej proporcji, w jakiej technologie te przeobrażają otaczający nas świat. Chodzi o przeobrażenia zarówno formy, jak i treści.

 

3 – Skok technologiczny informatyki i komunikacji

Nie tylko edukacja boryka się z nowymi technologiami – te same technologie wywierają wpływ na cały świat społeczny, generując nowe dynamiki, w których wiedza stopniowo nabiera centralnego znaczenia. Przeobrażenia te obejmują praktycznie wszystkie sfery działalności – gospodarkę, politykę, kulturę, samą organizację tkanki społecznej i nowych stosunków społecznych, a także powodują radykalne przeobrażenia użytku, jaki czynimy z naszego głównego zasobu nieodnawialnego: krótkiego czasu naszego życia.

Podstawa techniczna rewolucji, którą przeżywamy, jest dość prosta. Punktem wyjścia jest przyjęcie pewnego kodu dwójkowego: na przykład, zamiast pisać literę „a”, mogę postanowić, że konwencjonalnie zastąpię ją kombinacją „0” i „1”. Innymi słowy, zastępujemy reprezentację graficzną, „a”, abstrakcyjnym symbolem polegającym na kombinacji dwóch cyfr. Jeśli wybierzemy jednostki ośmiocyfrowe, to każdą literę alfabetu będzie można zastąpić na przykład czymś takim jak 0101100. Ponieważ chodzi o dwie cyfry, przy ośmiu pozycjach można mieć 256 kombinacji, które pozwalają wyrazić nie tylko alfabet, ale również poszczególne dźwięki należące do tonacji molowej, odcienie barwy itd. Jeśli zwiększymy rozmiar „słowa” cyfrowego, na przykład z 8 do 16 pozycji, to będziemy mogli włączyć wszystkie znaki chińskie, gdyż do dyspozycji będziemy mieli 65 516 kombinacji.

Nie ma w tym nic nowego ani tajemniczego. W kodzie Morse’a również używa się kodu dwójkowego – kropek i kresek. Na przykład wołanie o pomoc, SOS, reprezentują trzy kropki, trzy kreski i trzy kropki. Można przekazać go błyskami światła – trzema krótkimi, trzema długimi i trzema krótkimi. Kropki i kreski można reprezentować błyskami, dźwiękami, impulsami elektrycznymi – nie ważne jak, jeśli tylko potrafimy odróżnić dwa różne sygnały.

Aby mieć dwa różne sygnały, wystarczy jedna wariacja. Wariację tę wyraża się graficznie jako kombinację „0” i „1”, ale konkretnie może reprezentować ją biegun dodatni i ujemny pola magnetycznego czy wariacja długości fali świetlnej itd. Istotne jest to, że dana wariacja pozwala wyrazić dwa sygnały. Za pomocą kombinacji dwóch sygnałów można dać wyraz całemu uniwersum komunikacji – czy to literom, czy barwom, symfonii czy filmowi, całej pamięci nagromadzonej i zarejestrowanej przez ludzkość. Wkroczyliśmy w epokę cyfrową.

Drugi punkt tej rewolucji to fakt z dziedziny nowoczesnej elektroniki, której udało się „zakotwiczyć” te cyfry w ruchach na poziomie atomów, elektronów, fotonów. W wyniku postępu osiągniętego dzięki półprzewodnikom, tranzystorom, układom scalonym i mikroprocesorom, możliwe stało się przekształcenie „a”, które piszemy przy użyciu klawiatury, w maleńkie sygnały elektroniczne zapisujące się na twardym dysku naszego komputera lub na dyskietce. Innymi słowy, cały zasób wiedzy ludzkości sprowadza się do bazy, która z wszelkiego praktycznego punktu widzenia jest nieskończenie niewielka i przemieszcza się z prędkością światła. Wiedza przestała być materią i stała się „fluidem” o nieograniczonej plastyczności.

Trzeci punkt tych przeobrażeń polega na organizowaniu „nawigacji” w tym fluidzie informacyjnym. Ruchy na poziomie atomowym niekoniecznie wymagają bazy materialnej – informację cyfrową można otrzymać za pośrednictwem fal retransmitowanych przez satelitę i przekazywanych kablem światłowodowym lub telefonicznym. W tym też nie ma nic radykalnie nowego. Telefon, czyli głos na odległość, pozwalał nam słuchać kogoś, kto mówił z daleka. Lecz zamiana głosu na sygnały elektroniczne w punkcie wyjścia i ponowna zamiana sygnałów elektroniczny na głos w punkcie dojścia następowała przez analogię. Aby zrozumieć, na czym polega różnica, warto przypomnieć sobie stare płyty analogowe: przy nagrywaniu, drgający zgodnie z dźwiękami muzyki rylec żłobił spiralny rowek na powierzchni płyty zapisując w nim sygnał dźwiękowy, a przy odtwarzaniu igła przechodząca przez te rowki drgała i przez tubę znów słychać było muzykę. System cyfrowy pozwala nawigować w ten sam sposób obrazowi, symbolowi, dźwiękowi zakodowanym w cyfrach. Stworzyło to wspólną podstawę dla całego systemu wiedzy i umożliwiło transmisję gigantycznych ilości informacji bez zniekształceń i błędów. Gdy są problemy z transmisją, sam kod nas o tym ostrzega.

Czwarty punkt jest nieco mniej widoczny, ale równie istotny: chodzi o organizację poszukiwań informacji, tak, aby nie przygniatał nas nadmiar danych. Odwołano się na tym polu do osiągnięć brytyjskiego matematyka George’a Boole’a, który w XIX w. rozwinął metodologie organizacji myśli, i zastosowano je do „wyszukiwania” w Internecie i do naszych rozmaitych instrumentów nawigacji. Na przykład, interesują nas prace o stosunku między płacą a bezrobociem w krajach ubogich, po 1995 r. Szukamy więc prac, w których występują oba terminy – płaca i bezrobocie, prace, w których występuje jeden z nich itd. Kolejne przybliżenia prowadzą nas do tego, czego szukamy, nawet wśród miliardów jednostek informacyjnych.

Piąty punkt to rezultat: system cyfrowy pozwolił na szybkie osiągnięcie zbieżności wszystkich instrumentów, które zarządzają informacją, transmitują ją i otrzymują w jej rozmaitych formach. Wiedza, dana, symbol – to wszystko łączy się w tym gigantycznym zbiorowisku, w którym telefonia (głos), telewizja (obraz) i informatyka (informacja) wiążą się z sobą tworząc coś, co Dênis de Moraes nazywa infotelekomunikacją, a co obecne jest w zadaniach domowych naszych dzieci, w muzyce na naszym CD, w wyborze produktów w supermarkecie, w kodzie kreskowym, w kartach kredytowych, w naszych godzinach wypoczynku, w sposobie organizacji naszej pracy, w wiedzy o naszej działalności, którą posiadają organy państwa i przedsiębiorstwa, w sposobie bombardowań podczas wojny i w rozkładzie nalotów, nie mówiąc już o sposobie, w jaki same bomby naprowadza się na cele. Nie można uniknąć czegoś, co jest oczywiste: cała ta działalność osiągnęła fenomenalne rozmiary i odgrywa absolutnie centralną rolę w ogólnej działalności ludzkiej.

Reszta to wyścig na polu aplikacji. Codziennie komputer uzyskuje nowe oprogramowania, które organizują „pomost” między tym, co widzimy na ekranie, i jego wyrazem na poziomie mikroprocesora. Co roku same mikroprocesory zyskują na szybkości i mocy. W transmisji zamiast miedzi coraz częściej stosuje się światłowód. Wokół planety krążą satelity geostacjonarne, które pokrywają całą przestrzeń ziemską i pozwalają na to, aby każda choćby nie wiadomo jak izolowana szkoła, na przykład w Mongolii, miała dostęp do wszelkiej zinformatyzowanej wiedzy nagromadzonej przez jakikolwiek uniwersytet czy jakiekolwiek przedsiębiorstwo na świecie. Po dnach oceanów ciągną się międzykontynentalne kable światłowodowe, które pozwalają na błyskawiczną transmisję olbrzymich mas informacji. Wzdłuż autostrad buduje się kanały z kablami światłowodowymi, tworząc stopniowo nową gigantyczną pajęczynę planetarną, która rewolucjonizuje jednocześnie telefonię, telewizję, dostęp do banków danych i bibliotek, stosunki między przedsiębiorstwami czy między wydziałami przedsiębiorstw. Dorobek całej ludzkości w dziedzinie wiedzy przeobraża się w ogromny system naczyń połączonych, w którym wszyscy mają dostęp do wszystkiego.

Z kolei ta błyskawiczna dołączalność każdej istoty ludzkiej, każdej jednostki mieszkaniowej czy każdego zespołu pracowników w sferze informacji i komunikacji pociąga za sobą dramatyczne przeobrażenia w stosunkach międzyludzkich: Internet sprawia, że po raz pierwszy każdy, kto dysponuje konieczną wiedzą i zasobami – co jest czynnikiem warunkującym o ogromnym znaczeniu – uzyskuje możliwość komunikowania się z każdego miejsca na świecie z jakimkolwiek innym użytkownikiem na planecie. Szybko tworzy się coś, co nazwano społeczeństwem sieciowym. Internet jest tylko zorganizowanym systemem nośnikowym komunikacji planetarnej.

Gdy wiedza staje się kluczowym elementem przeobrażeń społecznych, samo znaczenie edukacji ulega jakościowej zmianie. Przestaje być dopełnieniem i uzyskuje w procesie nowe centralne znaczenie.

Na razie nowe technologie są narzędziem oczekującym na to, jaki użytek z nich zrobimy. Co oznacza dla nas to, że wiedza jako instrument przeobrażeń edukacji prezentuje się jako niematerialny fluid, w którym kąpie się planeta i który praktycznie krąży z szybkością światła?

Z taką szybkością można magazynować, przetwarzać lub transmitować do każdej części świata teksty, obrazy, rysunki, malunki, muzykę, zdjęcia, filmy, formuły matematyczne. Długi proces techniczny i ekonomiczny, który połączył dużą część szkół, instytucji badawczych, bibliotek, przedsiębiorstw, organizacji społecznościowych i mieszkań ze światem elektryczności, telefonem i antenami radiowymi i telewizyjnymi pozwala dziś na funkcjonowanie olbrzymiej sieci komunikacji naukowej i kulturalnej, na powszechną dołączalność, której rozmachu nigdy nie przewidywano. W obliczu tego rodzaju innowacji, wynalezienie druku przez Gutenberga, mimo całego jego rewolucyjnego znaczenia w epoce, w której się dokonało, wydaje się bardzo skromnym osiągnięciem.

Pozostawmy na boku rozmaite przesadne pomysły w rodzaju „sztucznej inteligencji” czy naturalną nieufność niedoinformowanych i trzymajmy się jedynie tego, co realne. Okazuje się, że informatyka, skojarzona z telekomunikacją, pozwala:

1. magazynować w sposób praktyczny, na dyskietkach, twardych dyskach lub dyskach laserowych i coraz częściej po prostu w „sieci”, gigantyczne masy informacji. Mówimy o setkach milionów jednostek informacyjnych, które mieszczą się w kieszeni, a nawet nie wymagają kieszeni, ponieważ stają się powszechnie dostępne z każdego punktu, dołączonego przewodowo lub bezprzewodowo;

2. inteligentnie opracowywać tę informację, tworząc społeczne i indywidualne banki danych, z których można korzystać w prosty i praktyczny sposób, i eliminując rutyny biurokratyczne, które tak bardzo paraliżują pracę naukową. Zapoznanie się z dziesiątkami dzieł po to, aby dowiedzieć się, kto co mówi o jakiejś szczególnej sprawie, „nawigując” między najrozmaitszymi opiniami, staje się niezwykle prostym zadaniem;

3. transmitować informację w bardzo elastyczny sposób oraz tanio i dokładnie, dziś za pośrednictwem telefonu podłączonego do komputera, a jutro za pośrednictwem światłowodów lub anten. Tak oto zaczyna się nowa epoka komunikacji wiedzy. Oznacza to, że z każdej auli czy z każdego miejsca zamieszkania można uzyskać dostęp do każdej biblioteki na świecie, jak również to, że szkoły mogą przekazywać sobie wzajemnie informacje naukowe;

4. bardzo prosto łączyć obraz nieruchomy lub animowany z dźwiękiem i tekstem, przezwyciężając tradycyjny podział na przesłanie czytane w książce, słuchane w radio lub oglądane w telewizorze; w tym świecie nic nie uniemożliwia uczniowi napisania wiersza z towarzyszącymi mu barwnymi malunkami lub z muzyką w tle. Cyfra nie rozróżnia między symbolem, barwą, liczbą, głosem;

5. posługiwać się systemami nie będąc specjalistą: skończyły się czasy, w których użytkownik musiał nauczyć się „języka” lub po prostu, zamiast myśleć o problemie będącym przedmiotem jego zainteresowania naukowego, myśleć o tym, jak posłużyć się komputerem. Powstanie programów „user-friendly”, „przyjaznych” wobec użytkownika, sprawia, że proces staje się nieco bardziej skomplikowany niż pisanie na maszynie, ale wymaga również zmiany ogólnej postawy wobec wiedzy; taka zmiana kulturowa często jest zmianą kompleksową.

Chodzi tu o dość znane fakty, toteż przypominając o nich pokrótce chcemy wskazać, że oto mamy przed sobą świat, który odsłania się w zawrotnym tempie i który będzie światem codziennym dla kształconych przez nas osób.

Z drugiej strony, ludzie dopiero teraz zaczynają uświadamiać sobie, że ogólny koszt sprzętu z pierwszej linii, posiadającego ogromną zdolność magazynowania danych, drukarkę laserową, modem do połączenia z telefonem, skaner do bezpośredniego przetwarzania tekstów lub obrazów papierowych na formę magnetyczną, jest taki, jak koszt dobrego telewizora lub tylko trochę wyższy. Dziś w naszym kraju telewizory są w 92 proc. mieszkań. Koszty te spadają z zawrotną szybkością. Jeszcze niedawno połączenie telefoniczne z zagranicą było bardzo drogie; dziś bardzo tanio można rozmawiać przez telefon godzinami. To przejaw nowej dołączalności planetarnej.

Zmienna kosztów jest ważna: gdy po kosztach budowy szkoły można kupić tysiące sprzętów informatycznych i sprzętów wideo, należy poddać pod dyskusję skład technologiczny nakładów inwestycyjnych na edukację. Z drugiej strony, książka naukowa kosztuje dziś około 50 reali, a za taką sumę można kupić CD z całą encyklopedią powszechną. Transmisja danych ze zinformatyzowanej książki naukowej przy pomocy modemu kosztuje dziesiątki razy mniej niż kserokopie, którymi „broni” się tylu profesorów.

Nie ulega wątpliwości, że absolutnie uprawniona jest postawa nauczycielki z peryferii, która, borykając się z najbardziej dramatycznymi i elementarnymi problemami i zarabiając absurdalnie mało, pyta: „A co ja mam z tym wspólnego?” Otóż, w obliczu równoległego istnienia zacofania i modernizacji, implikacja praktyczna naszych wywodów jest taka, że należy pracować w „dwóch czasach”, pracując możliwie jak najlepiej w świecie minionym, który stanowi nasza edukacja, ale szybko tworząc warunki sprzyjające wykorzystaniu przez nas nowych potencjałów, które się wyłaniają.

Nie jest to proste wyzwanie: jako nauczyciele, musimy przygotować naszych uczniów do pracy w świecie technologicznym, w którym my sami jesteśmy debiutantami. Warto przypomnieć sobie historię, którą Seymour Papert opowiada w The Children’s Machine: nauczycielka informatyki miała poczucie, że dzieci coraz bardziej ją wyprzedzają, ponieważ nie tylko bardzo łatwo przyswajały sobie to, czego ich uczyła, ale szybciej od niej szły naprzód. W sali lekcyjnej, nie potrafiąc odpowiedzieć na pytanie, które jej zadały i którego nawet nie zrozumiała, w przypływie zdrowego rozsądku zawarła z uczniami nowy pakt. Od tej chwili nie będzie musiała zaznajamiać się ze wszystkim, czego uczy, zwłaszcza w tym świecie tak przepełnionym nowymi rzeczami. Będzie ukierunkowywać uczniów w uzyskiwaniu przez nich zdolności informatycznych i przestanie sprawdzać treści. Jako nauczycielka, potrafi organizować uczenie się, co nie znaczy, że musi wszystko wiedzieć.

Tak oto, powracamy do wizji, którą przedstawiliśmy na początku: zmieniają się technologie, ale również zmienia się świat, który mamy badać, i potrzebne są zmiany samych form nauczania. Informatyzacja nie polega na tym, że przywozi się nowe maszyny. W tym przypadku nie wystarczy nawet mentalność „ instrukcje obsługi”: zrozumienie nowych dynamik znajduje się jeszcze w stadium konstrukcji.

 

 

4 – Dyslokacja paradygmatów edukacji

Nie trzeba być żadnym specjalistą w zakresie elektroniki, aby stwierdzić, że przeobrażenia dokonujące się dziś w informatyce, komunikacji i samej edukacji stanowi głęboką rewolucję technologiczną. Potencjał ten można postrzegać jako czynnik nierównowagi, który umacnia wyspy doskonałości przeznaczone dla grup uprzywilejowanych, lecz dla zepchniętych na margines społeczny mas ludzkich może on również stanowić potężną dźwignię awansu społecznego i dostępu do obywatelstwa oraz stwarzać w kraju szeroką bazę wiedzy – powodować prawdziwą rewolucję naukową i kulturalną.

W tej przebudowie społeczeństwa, dziś zurbanizowanego i składającego się ze współistniejących z sobą społeczności sąsiedzkich, oraz w obliczu nowej roli wiedzy w naszym życiu codziennym, struktury nauczania mogłyby na przykład ewoluować w taki sposób, aby zamiast odgrywać rolę „lekcyjną” w tradycyjnym znaczeniu, zaczęły odgrywać większą rolę w dziedzinie organizacji przestrzeni kulturalnych i naukowych. W każdym razie przestrzeń miejska stwarza możliwości organizacji interaktywnych sieci kulturalnych, które samemu pojęciu edukacji rzucają nowe wyzwania.

Jak widać, wszystko wskazuje na to, że nie mamy jedynie do czynienia z rewolucją technologiczną. Całokształt przeobrażeń zdaje się prowadzić do współdziałania komunikacji, informacji i edukacji, tworząc nową rzeczywistość, zwaną „społeczeństwem kognitywnym”. Do pewnego stopnia proces ten odzwierciedla pierwsze kroki homo culturalis, przeciwwagi dziewiętnasto- i dwudziestowiecznego homo economicus.

Jesteśmy krajem w dużej mierze słabo rozwiniętym, toteż trudno jest nam wejść w świat nowoczesności cybernetycznej. Częściowo trzeba wytyczyć własne drogi – nie wystarczy zastosowanie formuł wypracowanych w krajach bogatych. Warto przypomnieć tu pewne dane. W szkolnictwie przedpodstawowym, podstawowym i średnim roczne wydatki na jednego ucznia wynosiły w 1990 r. w krajach bogatych 2419 dolarów, a w krajach Trzeciego Świata – 263 dolary. „Na ogół”, stwierdza UNESCO, „to kraje najbiedniejsze zapewniają najbardziej ograniczoną edukację”. Innymi słowy, to właśnie te kraje, które powinny najwięcej wydawać na edukacje, aby dogonić kraje bogate, najmniej na nią wydają. W niektórych krajach oczekiwana dalsza długość trwania życia szkolnego wynosi niespełna 500 dni, a w Kanadzie – 3100 dni.

Warto zauważyć, że w sporządzonym przez UNESCO bilansie sytuacji w sferze edukacji w skali światowej pochwalono nasz kraj za to, co udało nam się zrobić. „Z badań międzynarodowych przeprowadzonych przez Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Oceny Osiągnięć Edukacyjnych (IEA) wynika, że w testach porównawczych w zakresie czytania ze zrozumieniem, arytmetyki i nauk ścisłych, w krajach rozwiniętych uczniowie nie wykazują się dużo wyższą – a co więcej, w niektórych przypadkach nie wykazują się nawet wyższą – wydajnością niż uczniowie w krajach względnie ubogich, w których wydatek na jednego ucznia jest dużo niższy.”

Wynika z tego, że pieniądze i technologia to nie wszystko. Natomiast oznacza to, że na polu edukacji pracujemy z głęboko zróżnicowanymi światami. W tym samym raporcie międzynarodowym wspomina się, że na peryferiach miasta São Paulo liczba głów rodzin, które nie ukończyły pierwszej klasy szkoły podstawowej, jest dwudziestodwukrotnie wyższy niż na centralnych obszarach tego miasta.

W odniesieniu do całego kraju, w Brazylijskim Sprawozdaniu Narodowym na Szczyt Światowy na rzecz Rozwoju Społecznego stwierdzono, że „jeśli chodzi o ośmioletnie szkoły podstawowe, to kończy je tylko 34 proc. spośród tych, którzy zaczynają w nich naukę, przy czym na ogół uczą się oni w tych szkołach o 50 proc. dłużej niż się przewiduje. Występują również rozbieżności między podażą a popytem, ponieważ ocenia się, że 4 miliony dzieci nie chodzą do szkoły, a jednocześnie stwierdza się przeciążenie sieci publicznej. Tylko 1 proc. ludności wstępuje na uniwersytety, a innym bardzo wąskim gardłem jest szkolnictwo średnie (klasy 9-11), ponieważ dostęp do niego ma tylko 30 proc. ludności w wieku 15-19 lat.”

Jak odwrócić dynamikę edukacji, która dziś stanowi czynnik pogłębiający nierówności? Jak powiązać z sobą rozmaite światy społeczne, które są coraz bardziej od siebie odległe? Wyzwanie, wobec którego stoimy, nie polega więc jedynie na wprowadzeniu nowych technologii wraz z całokształtem przeobrażeń, które ono za sobą pociąga, ale również zagwarantowanie, że przeobrażenia będą źródłem szans.

Podsumowując makrotendencje, które dotychczas zaobserwowaliśmy, i starając się usystematyzować to, co praktycznie reprezentują one dla naszych działań, sugerujemy następujące punkty odniesienia:

● Należy bardziej dynamicznie i przy zastosowaniu nowych podejść przemyśleć kwestię świata wiedzy, nad którą pracujemy: nikt nie może nauczyć się wszystkiego, nawet w obrębie swojej specjalności. Stara debata, której początki sięgają XVI w., o tym, czy lepiej mieć dużo w głowie, czy ładnie wyglądać, staje się bardziej aktualna niż kiedykolwiek. „Napełnianie” głowy stało się niemożliwe, nie mówiąc już o tym, że jest bezużyteczne.

● W świecie wiedzy, w tej ogromnej sieci naczyń połączonych i interaktywnych, coraz większe znaczenia mają metodologie, uczenie się, jak „nawigować”, a coraz mniejsze znaczenie ma koncepcja „magazynowania” wiedzy, którą należy przekazać.

● Coraz płynniejsze staje się pojęcie wyspecjalizowanego obszaru wiedzy lub „kariery”, gdy od inżyniera coraz bardziej wymaga się zrozumienia administracji, gdy każdy, kto zajmuje się naukami społecznymi, musi orientować się w problemach ekonomicznych itd., a nawet należy zakwestionować stosunki korporacyjne w świecie naukowe. Nadszedł koniec świata nauki rozczłonkowanej, pokrojonej na plasterki.

● Pogłębiają się przeobrażenia chronologii wiedzy: wizja człowieka, który najpierw bryka, następnie uczy się, następnie pracuje, a w końcu odchodzi na emeryturę – przy czym odejście na emeryturę uważa się za utratę użyteczności – staje się coraz bardziej anachroniczna, natomiast wzrasta złożoność rozmaitych chronologii.

● Zmiana chronologii pociąga za sobą olbrzymie zróżnicowanie świata edukacji, która zamienia się w mozaikę elastycznych podsystemów powiązań między rozmaitymi wiekami, rozmaitymi rodzajami działalności a jego wymiarem poznawczym. To z kolei pociąga za sobą takie wyzwania, jak przekwalifikowanie zawodowe, uniwersytet trzeciego wieku, posługiwanie się grami dziecięcymi jako symulacjami dydaktycznymi, interakcja osób dorastających ze światem zawodowym itd.

● Zmienia się dogłębnie funkcja osoby nauczanej, zwłaszcza dorosłej, która w obliczu zróżnicowania i bogactwa przestrzeni wiedzy powinna stać się podmiotem swojej własnej edukacji. Widzianą pod tym kątem edukację w pewnym stopniu ukierunkowuje popyt, toteż budowa własnego świata wiedzy staje się centralnym warunkiem osadzenia społecznego osób. Nie chodzi już o to, aby odgórnie skonstruować odpowiednie CV, lecz o to, aby przystosować się do rzeczywistych potrzeb ucznia na jego rozmaitych osiach interakcji ze światem.

● Walka o dostęp do przestrzeni wiedzy wiąże się jeszcze bardziej z odzyskaniem obywatelstwa, szczególnie dla ubogiej większości społeczeństwa, jako części składowej warunków życia i pracy. W Światowym raporcie o informacji UNESCO kładzie na to duży nacisk: w tym złożonym świecie, w którym żyjemy, dostęp do informacji ma żywotne znaczenie, a nawet jeszcze większe niż inne prawa człowieka. Dlatego należy walczyć o otwartą i przejrzystą edukację publiczną.

● Zamiast starać się ignorować przeobrażenia lub działać defensywnie w obliczu nowych technologii, należy rozpoznać dynamiki, które dziś mają tendencję do zaostrzania polaryzacji i pogłębiania nierówności, i wypracować sposoby działania pozwalające odwrócić ich skutki tak, aby służyły one tworzeniu równowagi społecznej. Innymi słowy, chodzi o to, aby pracować poważnie i bez złudzeń nad tym, jak nowe technologie, które służą elitaryzacji i pogłębianiu sprzeczności społecznych, za pośrednictwem demokratyzacji wiedzy mogą służyć generowaniu sprawiedliwszego i bardziej zrównoważonego społeczeństwa.

● Wreszcie, istotne jest to, abyśmy w sposób zorganizowany potrafili zrozumieć nowe technologie, ich potencjał, niebezpieczeństwa, które z sobą niosą, ich wymiary ekonomiczne, kulturalne, polityczne, instytucjonalne. Możemy być zwolennikami pewnych technologii czy ich przeciwnikami – choć w rzeczywistości nikt nas nie pyta, czy jesteśmy za, czy przeciw – ale na jedno nie możemy sobie pozwolić, również wtedy, gdy ukierunkowujemy nowe pokolenia: nie mieć o tych technologiach kompetentnej wiedzy.

 

5 – Edukacja wiążąca przestrzenie poznania

O ile XX w. był wiekiem produkcji przemysłowej, trwałych dóbr konsumpcyjnych, o tyle XXI w. będzie wiekiem informacji, społeczeństwa kognitywnego. W tym stwierdzeniu nie ma żadnego pretensjonalnego „futuryzmu”, natomiast jest troska o posunięcia praktyczne, które stają się nieodzowne i których badanie powinno figurować w naszym porządku dziennym. Nie można już pracować z uproszczonym światem edukacji formalnej, uzupełnionym przez obszar edukacji dla dorosłych w celu nadrobienie „zaległości”. W rzeczywistości istnieją już rozmaite wzbogacające świat edukacji formy i kanały organizacji i transmisji wiedzy.

W tym znaczeniu zbieżność technologiczna, która wysuwa się na czoło, łącząc telefonię, informatykę i telewizję w wielki interaktywny system zarządzania wiedzą, prowadzi do sytuacji, w której edukacja przestanie być światem samym w sobie i stanie się czynnikiem wiążącym różne przestrzenie wiedzy. Przestrzenie te komunikują się dziś w sposób naturalny w takiej mierze, w jakiej wszystkie mają wspólny mianownik – cyfrowy system informacyjny. Są to zaledwie zróżnicowane wymiary, formy przejawiania się, opakowania tego samego świata. Jego segmentacja często wynika bardziej ze spadków instytucjonalnych i organizacyjnych, które odziedziczyliśmy po innych epokach, niż z jakiejkolwiek logiki i racjonalności związanej z użytecznością praktyczną.

Dobry przykład zróżnicowania przestrzeni edukacyjnych to szkolenie zawodowe w przedsiębiorstwach. Obecnie firmy północnoamerykańskie wydają około 60 miliardów dolarów na szkolenie w przedsiębiorstwach. Znaczenie tego nowego segmentu edukacji można docenić w świetle faktu, że Stany Zjednoczone wydają na edukację publiczną 6,8 proc. PKB, to znaczy około 340 miliardów dolarów, a tymczasem szkolenie w przedsiębiorstwach również kosztuje ponad 100 miliardów, to znaczy prawie tyle, co wydatki publiczne na szkolnictwo wyższe. Nie ulega wątpliwości, że przedsiębiorczość brazylijska jest pod tym względem dramatycznie zacofana, podobnie jak z kolei Stany Zjednoczone są pod tym względem zacofane w porównaniu z Japonią czy z Niemcami. Faktem jest jednak to, że przestrzeń ta rozwija się bardzo szybko we wszystkich krajach i nie jest już tylko sprawą „społecznie świadomych” przedsiębiorców, ale czymś, co upowszechnia się ze względu na rosnącą kompleksowość samych procesów produkcyjnych. Wielkie przedsiębiorstwa tworzą nawet swoje uniwersytety korporacyjne – w Stanach Zjednoczonych jest ich już ponad 1300. W Brazylii mamy 8 zainstalowanych uniwersytetów firmowych, a około 40 znajduje się w fazie przygotowawczej.

Należy brać pod uwagę głębokie przeobrażenia zachodzące w sferze przedsiębiorczości: o ile tradycyjna produkcja mogła zadowalać się słabo wyszkolonym pracownikiem, a edukację zasadniczo postrzegano jako „socjalny band aid”, który pozwalał mówić o „równości szans na starcie”, o tyle dziś nowoczesnej przedsiębiorczości edukacja jest coraz bardziej potrzebna dla jej własnego rozwoju. Innymi słowy, jeśli Stany Zjednoczone inwestują takie sumy w szkolenie w przedsiębiorstwach, a Japonia i Niemcy około dwu- czy trzykrotnie większe sumy, to nie wynika to z idealizmu, gdyż wymaga tego samo tempo przeobrażeń technologicznych. Może to nam się podobać albo nie, ale faktem jest, że chodzi o nowy obszar, którego waga jest porównywalna z wagą edukacji formalnej. Można dyskutować o formach powiązań naszych wysiłków z tym światem. Na jego nie możemy sobie pozwolić – na jego ignorowanie.

Innym obszarem, który kształtuje się z dużą siłą ze względu na reprezentowany przez niego potencjał, to reorientacja telewizji i w ogóle mediów. Telewizory zainstalowane w 92 proc. mieszkań, infrastruktury transmisji i retransmisji, ogromny know-how posiadany przez techników komunikacji – to gigantyczny kapitał nagromadzony w Brazylii. Jeden z dobrych przykładów wykorzystania tego kapitału w Stanach Zjednoczonych stanowi Public Broadcasting Service (PBS) oglądany przez 90 milionów osób. Nadawane przez PBS programy edukacyjne wywierają olbrzymi wpływ kulturalny. Sieć ta nie jest ani prywatna, ani państwowa; zarządza nią rada, w której zasiadają przedstawiciele telewizji lokalnych i organizacji społecznościowych z silną reprezentacją instytucji edukacyjnych. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że ludzie, a szczególnie dzieci, przez kilka godzin dziennie oglądają programy telewizyjne, to będzie rzeczą oczywistą, że reorientacja naszych mediów polegająca na podnoszeniu poziomu naukowego i technologicznego społeczeństwa mogłaby mieć bardzo znaczące skutki. Ze względu na jakość programów i zdecentralizowaną strukturę, która pozwala na efektywną partycypację lokalną, wspomniana sieć ma bardzo wysokie wskaźniki oglądalności. Rocznie PBS wydaje około 1,3 miliarda dolarów. W Brazylii wydajemy rocznie około 5 miliardów dolarów na reklamę. Fundação Padre Anchieta, pionierka na polu takiej orientacji wraz ze swoją TV-Cultura, pozostaje samotnym klejnotem na intelektualnej pustyni wielkich sieci telewizyjnych i poddana jest silnym presjom o charakterze komercyjnym.

Bezpośrednio związane z telewizją jest wideo, ale dziś stanowi ono niezwykle ważny proces autonomiczny. Pozostańmy przy przykładzie telewizji amerykańskiej – PBS Video zaopatruje w kasety wideo całą sieć edukacyjną, szpitale, organizacje społecznościowe itd., racjonalizując dostęp do gigantycznego, istniejącego obecnie na świecie dorobku w postaci filmów naukowych i edukacyjnych. W Brazylii mamy Brazylijskie Stowarzyszenie Ludowego Wideo i cały ruch na rzecz Ustawy o Informacji Demokratycznej, który walczy o rozbudowę i demokratyzację przestrzeni edukacyjnych – w walce tej powinna uczestniczyć cała społeczność edukacyjna i akademicka. Świat edukacji formalnej to w Brazylii około 40 milionów nauczycieli i uczniów – ponad 20 proc. ogółu ludności. Nieobecność lub quasi-nieobecność zorganizowanego ruchu edukatorów w walce o demokratyzację środków masowego przekazu i w ogóle informacji jest szczególnie poważnym błędem i świadczy o tym, że w niedostatecznie rozumie się, iż nie chodzi jedynie o edukację, ale o całokształt obszarów związanych ze światem wiedzy. Należy pamiętać, że wraz z rozwojem Internetu kablowego nikomu nie będzie już potrzebna wideoteka, ponieważ filmy będzie można wyświetlać bezpośrednio z komputera w każdej auli.

Inna przestrzeń wiedzy, która przeżywa ekspansję, to specjalistyczne kursy techniczne. Jej ekspansja jest zrozumiała, gdyż wraz z pojawieniem się licznych nowych technologii, najrozmaitsze segmenty społeczeństwa poszukują kursów dizajnu, programowania, sztucznego unasienniania i innych technik rolniczych, jak również wsparcia technicznego przy tworzeniu mikroprzedsiębiorstw i małych przedsiębiorstw itd. Ze względu na to, że przestrzeń ta jest coraz większa, nie można lekceważyć jej jako działalności marginalnej, jak to było w czasach, w których prowadzono kursy pisania na maszynie. Na zorganizowanych w São Paulo spotkaniach delegacja Izby Młodych Handlowców Japonii opowiedziała o tym, jak 60 tysięcy małych przedsiębiorstw japońskich, połączonych komputerowo, wymienia się codziennie swoimi propozycjami i trudnościami technologicznymi. Tak na przykład, pracownik, który boryka się z określona trudnością technologiczną, opisuje ją na komputerze i następnego dnia otrzymuje na swoim ekranie informacje o tym, jak różne przedsiębiorstwa pokonały tę trudność. Zamiast więc mnożyć kursy, których jakość często jest wątpliwa, Japonia tworzy na tym polu zintegrowane środowisko technologiczne, które obejmuje zarówno kursy poświęcone takim sprawom, jak komunikacja nieformalna, jak i – a raczej przede wszystkim – kształtowanie kultury krzewiącej stowarzyszanie się i współpracę przedsiębiorstw. Można uważać, że nie ma to nic wspólnego z edukacją. Można jednak uważać również, że edukacja ma wiele wspólnego z konkretnymi systemami produkcji i dystrybucji wiedzy.

Inny obszar pracy, który powinien interesować edukację, to organizacja domowej przestrzeni naukowej. Dziś, w czasach Internetu i innych produktów, coraz więcej nauczycieli interesuje się organizowaniem swojej przestrzeni pracy w domu, odchodząc przy tym od stosów papierów i od zagubionych i zapomnianych książek. Jak sprostać temu problemowi w przypadku dzieci, które z domu do szkoły i z powrotem noszą absurdalne ilości materiałów, nie orientując się choćby minimalnie w tym, jak organizuje się nagromadzoną wiedzę, aby była ona dostępna, gdy jest potrzebna? Tworzenie w domu sprzyjającej atmosfery nie jest sprawą drugorzędną, lecz zasadniczą i chodzi o to, aby problem ten rozpracować w sposób zorganizowany, między innymi po linii ergonomii w pracy umysłowej. Trzeba zrozumieć, że między naszym pokoleniem a pokoleniem naszych dzieci rozmiary informacji i rytm ich życia zmienią się radykalnie i że to, co już dla nas jest problemem, dla nich będzie dużo większym problemem. U nas jest to jeszcze, niewątpliwie, problem klasy średniej. Za kilka jednak lat, gdy ceny systemów informatycznych nie będą szły w tysiące, lecz w setki dolarów, nie będą to już problemy tylko tej klasy.

Znaczenie tej przestrzeni edukacyjnej rośnie wraz z najnowszymi postępami w dziedzinie telekomunikacji, które bardzo wyprzedzają rytm innowacji w informatyce. W sporządzonym przez Unię Europejską bilansie wskazuje się w szczególności na ważne implikacje tych postępów dla edukacji. „Dostawa usług edukacyjnych na odległość przy wykorzystaniu rozwiniętych infrastruktur telekomunikacyjnych, które dziś to umożliwiają, stanowi jedyne sensowne rozwiązanie, jeśli europejski wymiar edukacji ma stać się rzeczywistością dostępną dla wszystkich, a nie ograniczoną do małej elity… Dziś technologia umożliwia telekomunikacji odgrywanie kluczowej roli w demokratyzacji informacji i wiedzy, równoważąc problem, jak (a nie czy) wiedza będzie dostępna nie tylko dla zamożnych (dobrze wykształconych w wyższej warstwie mieszkańców miast), ale również dla zmaginalizowanych (czy to ze względu na odległość geograficzną, czy ze względy na wady indywidualne, czy też z jakiegokolwiek innego powodu).”

Inna rozwijająca się przestrzeń to przestrzeń wiedzy społecznościowej. Dotychczas pracują w niej głównie rozmaite organizacje pozarządowe (NGOs), Organizacje Społecznościowe (CBOs), Organizacje Społeczeństwa Obywatelskiego (CSOs), organizacje religijne i wiele innych organizacji stopniowo tworzących nowy świat zwany Trzecim Sektorem. W Brazylii systematycznie nie doceniano jego znaczenia. Tymczasem tylko w Stanach Zjednoczonych tak zwany sektor non-profit co roku wnosi do PKB wkład wynoszący 700 miliardów dolarów – więcej niż cały PKB Brazylii. Nie chodzi tu o to, aby aprobować inicjatywy tego rodzaju lub ich nie aprobować, lecz o skonstatowanie, że rozwijają się one bardzo dynamicznie i że istnieje nie wypełniona próżnia. Siła tego procesu, z jego pozytywnym i negatywnym wymiarem, wynika z samej siły procesu urbanizacji i sprawia, że społeczność lokalną można organizować wokół tak zwanej „przestrzeni życia”. Powiązanie z organizacjami pozarządowymi i społecznościowymi, dziś intensywnie podłaczonymi z nowoczesnymi środkami komunikacji, może być podstawą znakomitych powiązań szkoły i każdego specyficznego rodzaju nauczania z realnie odczuwanymi w społeczności problemami.

Innym rozwijającym się obszarem, który wymaga „rehabilitacji” instytucjonalnej, to obszar badań rozwojowych. W Brazylii badania mają dwie cechy charakterystyczne, do których należy podchodzić realistycznie: z jednej strony oddalanie się od siebie świata akademickiego, przedsiębiorstwa i społeczności lokalnej, a z drugiej – słaba koordynacja między ośrodkami naukowymi. Gdy zwiedza się ośrodki naukowe, w oczy rzuca się to, do jakiego stopnia stanowią one wyspy lub „archipelag” instytucji cechujących się niską komplementarnością i synergią. Dziś każdy badacz w ciągu kilku sekund ma, za pośrednictwem Internetu, dostęp na swoim komputerze do produkcji naukowej Europy lub Stanów Zjednoczonych, ale dużo trudniejszy jest dla niego dostęp do produkcji innych instytucji w jego własnym stanie, a nieraz nawet we własnym mieście.

Tak czy inaczej, istotne jest to, abyśmy uświadomili sobie, że istnienie nowoczesnych technologii komunikacji umożliwia łatwy i tani skok jakościowy na polu zbieżności pracy naukowej i technologii w kraju, pozwalając zarazem na lepszy kontakt między instytucjami naukowymi i lepsze powiązanie z przedsiębiorczością i naukami stosowanymi oraz torując drogę atmosferze powszechnego postępu naukowego i kulturalnego. Dla szkoły i indywidualnie dla każdego nauczyciela stworzenie pomostu bezpośredniej komunikacji z ośrodkami badawczymi może stanowić ważną bazę dywersyfikacji i wzbogacania nauczania, bo już nie wymaga to czasochłonnych i kosztownych wizyt i przemieszczeń.

Edukacja dorosłych to przestrzeń wymagająca dogłębnego przejrzenia. Dorosłego człowieka nie można traktować jak dziecko, które wymaga nadrobienia „zapóźnienia”. Człowiek dorosły jest głęboko zaangażowany w walkę o życie i infantylizujące go systemy są po prostu poniżające. W toku badań przeprowadzonych w Kostaryce skontaktowaliśmy się z rozmaitymi społecznościami lokalnymi, aby zidentyfikować priorytety edukacyjne, wyobrażając sobie, że edukacja powinna im służyć. Propozycje, które wynikły z tych kontaktów, wyraźnie układają się w trzy grupy. Pierwsza grupa obejmuje wiedzę o prawach indywidualnych i społecznościowych, o biurokratycznych kanałach dostępu do administracji lokalnej i o organizacji społeczności: społeczność stara się wyrobić sobie „mięśnie” polityczne. Druga grupa obejmuje techniki autokonstrukcji: organizację drobnych przedsiębiorstw i mikroprzedsiębiorstw, technologię oczyszczania wody, formy budowy małych infrastruktur i inne techniki związane z fizyczną konstrukcją przestrzeni społecznościowej. Wreszcie trzecia grupa obejmuje całokształt obszarów wiedzy pozwalających stawić czoło bezrobociu: krój i szycie, stolarkę, mikroprodukcję domową itd.

Ogółem rzecz biorąc, propozycje te są niezwykle spójne i dowodzą, że edukacja dorosłych ma sens, gdy polega na świadczeniu usług, a nie na narzucaniu pomysłów technokratycznych i mechanizmów biurokratycznych, jak to było w przypadku Brazylijskiego Ruchu Walki z Analfabetyzmem (MOBRAL), który stworzyła dyktatura wojskowa. W rzeczywistości chodzi o skojarzenie w społeczności procesu edukacyjnego i całokształtu społecznościowych wysiłków na rzecz modernizacji, rozwoju i odzyskania obywatelstwa. Nie chodzi o kwestionowanie formalnego świata wiedzy, lecz o scalenie go z realnymi przeobrażeniami życia codziennego, do których dąży człowiek dorosły.

Chodzi zatem o to, aby nie tyle oferować zamknięty „pakiet” wiedzy, ile służyć społeczności edukacją, która ukształtuje świat wiedzy potrzebnych jej w różnych chwilach i w konkretnej dynamice jej rozwoju. W procesie tym, w którym edukator jest bardziej „akuszerem” lokalnego potencjału niż źródłem wiedzy, można będzie wykorzystać całokształt instrumentów, od konwencjonalnej auli po tanie i nowoczesne systemy telewizji społecznościowej i nowe zdobycze technologiczne.

Edukację formalną należy uważać w tym kontekście za działalność centralną i organizatorską, a nie, jak to było dotychczas, za jedyną oś kształcenia. Szkoła powinna więc stać się mniej „lekcyjna”, a znacznie bardziej być czynnikiem organizującym czy stymulującym proces, który powinien objąć kraj i społeczność lokalną, scalając rozmaite przestrzenie edukacyjne istniejące w społeczeństwie, a przede wszystkim pomagając tworzyć środowisko naukowo-kulturalne sprzyjające poszerzaniu wachlarza wyborów i kształtowaniu twórczych postaw obywatela.

Po tej linii należy dogłębnie zrewidować szkolnictwo wyższe i zapewnić mu możliwość wywierania większego wpływu na zachodzące przeobrażenia, tak, aby jego rola przestała sprowadzać się do kształcenia elit korporacyjnych. Jeśli chodzi o chronologię nauczania, to przestrzeń ta powinna przezwyciężyć swój zamknięty charakter, polegający na cztero- czy pięcioletnich studiach magisterskich, otwierając się na cykle aktualizacji wiedzy naukowej studenta w każdym wieku. Innymi słowy, ważne jest, aby profesor matematyki mógł odbyć półroczny kurs informatyki i zaktualizować swoją wiedzę w tej dziedzinie, bez konieczności odbycia całych studiów, i aby ogół osób dorosłych pracujących zawodowo mógł widzieć w szkolnictwie wyższym przestrzeń permanentnej aktualizacji wiedzy. Przepaść dzieląca obecnie kierunki „akademickie” od kierunków „technicznych” to po prostu anachronizm. Żyjemy w epoce elastyczności.

Na koniec, należy otworzyć szkołę na otaczający ją świat. Propozycja praktyczna polega na zapewnieniu dzieciom, aby u progu dojrzewania systematycznie i w sposób zaprogramowany zwiedzały rozmaite rodzaje przedsiębiorstw, banków, mikroprzedsiębiorstw rodzinnych, przedsiębiorstw publicznych itd., zrywając z absurdalną sytuacją, w której uczeń, osiągając pełnoletniość, odkrywa dystans dzielący to, czego się nauczył, od świata realnego. Na tym polu istnieją liczne doświadczenia i należy pilnie zapewnić ich odnowę. Nie należy również uważać ucznia za osobę w „wieku szkolnym”, bo „wieku szkolnego” jest coraz mniej. Oczywisty przykład to uniwersytet dla osób starszych: ponieważ trzeci wiek trwa dziś dwadzieścia-trzydzieści lat, kształcenie tych osób tak, aby mogły prowadzić wszelką możliwą działalność, nabrało wielkiej wagi.

Na ogół nauczyciel funkcjonuje w jednej przestrzeni – w szkole. Natomiast uczeń stopniowo konstruuje swój światopogląd wychodząc od ogółu przestrzeni, w których dziś tworzy się wiedzę, i powiązanie szkoły z tymi rozmaitymi światami, możliwe dzięki nowym technologiom, ma zasadnicze znaczenie. Szkoła może zawrzeć umowy z telewizjami, aby zapewnić sobie dostęp do interesujących programów. Można odbywać telekonferencje z członkami społeczności o problemach lokalnych, aby skonfrontować rozmaite punkty widzenia. Można przeprowadzić online wywiady ze specjalistami naukowymi o jakimś problemie, o którym w danej chwili nauczyciel dyskutuje z uczniami. Jednym słowem, potencjał jest ogromny. Wielu nauczycieli ma głowy otwarte na tego rodzaju innowacje, na powiązania rozmaitych przestrzeni wiedzy.

Z drugiej strony, często nauczycielowi trudno jest podejmować takie inicjatywy, jeśli nie ma on wsparcia instytucji, w której pracuje. Nie wystarczy przystosować postaw i praktyk pedagogicznych: aby było to możliwe, trzeba zorganizować szkołę i różne instytucje.

 

6 – Technologie wiedzy i technologie organizacyjne

Właściwe wykorzystanie nowych technologii wymaga przeobrażeń organizacyjnych. Komputer, Internet, w ogóle nowe technologie same w sobie pozwalają jedynie przyspieszyć działalność i połączyć ją z innymi rodzajami działalności. Powtórzmy – dziś głupstwa można robić na znacznie większą skalę i o wiele szybciej niż dawniej.

Realnie istniejący nauczyciel cierpi na permanentną presję niezliczonych działań cząstkowych i po prostu nie może widzieć zachodzących przeobrażeń, z całym ich rozmachem, jako jeszcze jednego zadania do wykonania w ramach jego działalności. Chodzi o to, aby w obrębie przestrzeni szkolnych i w czasie pracy w szkole wypracować w zorganizowany sposób nowe podejścia. Jeśli nie czyni się tego w sposób zorganizowany i każdy nauczyciel na własna rękę stara się zrównoważyć nowe praktyki, to może to zderzyć się z bardziej konserwatywnymi orientacjami innych działań prowadzonych na terenie szkoły.

Dawniej przedsiębiorstwa informatyzowały się tworząc Ośrodek Przetwarzania Danych – tajemniczy OPD ze swoimi tajemniczymi specjalistami. Dopiero z biegiem czasu zrozumiano, że w przedsiębiorstwie informatyka i komunikacja powinny stanowić niezmiernie elastyczny i rozproszony system sieci, pozwalający na szeroki przepływ informacji między pracownikami. Teleinformatyka przestała być specjalnością niektórych i stała się aspektem pracy wszystkich, a „specjaliści” stali się skromniejszymi konserwatorami systemu.

W szkole proces ten przebiega inaczej, ale również obejmuje powolne przyswajanie i boryka się z dylematami organizacyjnymi. Tworzy się „laboratorium” informatyczne, robi się klucz do tego „laboratorium”, ściśle określa się godziny korzystania z niego i wprowadza się „przedmiot” zwany informatyką. To tak, jakby w związku z posługiwaniem się ołówkiem, prowadzono zajęcia z „ołówkologii”. W przypadku nowych technologii nie chodzi o to, aby studiować komputer, lecz o to, aby przyzwyczaić się do korzystania z niego na rozmaitych zajęciach. Uczeń, który używa Internetu, powinien myśleć o przedmiocie swoich zainteresowań, a nie o Internecie, podobnie jak osoba, która w pracy posługuje się ołówkiem, ale nie myśli o nim, lecz o problemie, który stara się rozwiązać.

Ważne jest również to, że coraz więcej uczniów dysponuje w domu komputerami i połączeniami z Internetem, co pozwala stworzyć sieć, uelastycznić użytkowanie poza godzinami lekcyjnymi, pobudzać prowadzenie prac pozaszkolnych przy wykorzystaniu takich udogodnień, a także – co nabiera coraz większego znaczenia – tworzyć sieć stosunków szkoły ze społecznością lokalną.

Jest również problem tradycyjnej segmentacji czasu nauki w szkole, czterdziestopięcio- czy pięćdziesięciominutowych lekcji, które coraz bardziej popadają w sprzeczność z koniecznością pogłębiania studiów i prac interdyscyplinarnych wokół tematów zajęć – bogate formy pracy wymagają elastyczniejszej dystrybucji czasu.

Zajęcia tematyczne wymagają z kolei organizacji przestrzeni pracy. Są takie szkoły, w których pracuje się w salach w podgrupach, przy ustawionych w kółko stolikach pozwalających na pracę grupową, na rozmaite interakcje. Jest rzeczą interesującą to, że dziś takie uniwersytety jak McMaster po prostu zlikwidowały system auli na wydziale medycyny i zamieniły pracę profesora na pewien rodzaj doradztwa dla grup studyjnych stworzonych przez uczniów.

Organizację pracy zmienia również narastająca łatwość konsultacji z nauczycielami przez Internet. Na swoich własnych stronach internetowych lub na stronie szkoły wielu nauczycieli dysponuje dziś pomocniczymi materiałami naukowymi i nie ucieka się już do tradycyjnego skanowania ich i kserowania. Stopniowo uczniowie przyzwyczajają się do konsultacji z nauczycielami pocztą elektroniczną, przedkładania im swoich prac do wstępnej oceny itd.

Nie ma tu miejsca na redefiniowanie form organizacji, które na pewno będą różniły się w zależności od konkretnych warunków, kultury lokalnej, zainteresowań osób, napotykanych oporów wobec zmian. Kraje często opierają się jakiemukolwiek „modernizmowi”, a nawet po prostu inteligentniejszym formom organizacji pracy, czy to z powodu poczucia niepewności, czy z nadmiernej fiksacji na „wyniku” jako jedynym celu.

Nie chodzi tu o to, aby marzyć o natychmiastowych przeobrażeniach rewolucyjnych, a zwłaszcza o przeobrażeniach odwzorowywanych. Realia są jednak takie, że do głosu coraz bardziej dochodzą wymiary organizacyjne, czasowe, przestrzenne, hierarchie, podziały na dyscypliny itd. i trzeba będzie przystąpić do pracy na tych polach.

 

7 – Technologie wiedzy i wyzwania instytucjonalne

Ważne jest, abyśmy byli świadomi, że nowe technologie rzucają szkole wyzwania organizacyjne, ale również rzucają szersze wyzwania instytucjonalne systemu edukacyjnemu w ogóle.

Zmiany te nie są łatwe. Kiedy widzimy w Brazylii ilość i jakość sugestii związanych z edukacją i konfrontujemy je z realnymi procesami, przychodzi nam do głowy pojęcie „niemocy instytucjonalnej”, którym posługujemy się charakteryzując utratę zdolności podejmowania decyzji przez administrację publiczną. Gdy dobre pomysły i dobra wola osób posiadających władzę formalną nie przynoszą rezultatów, należy poddać szerszej ocenie mechanizmy podejmowania decyzji i instytucjonalny wymiar problemu.

Ponadto ważne jest, abyśmy zrozumieli, że przeobrażenia przestrzeni wiedzy nie mogą nastąpić jedynie w obrębie przestrzeni edukacji, lecz wymagają szerokiego uczestnictwa i zaangażowania segmentów przedsiębiorczości, związków zawodowych, mediów, dostępnych obszarów polityki, ruchów społecznościowych, otwartych segmentów kościelnych itd., w określaniu dróg, które zaprowadzą nas do społeczeństwa kognitywnego. Edukacja odgrywa kluczową rolę w tych przeobrażeniach, ale jest jednym z aktorów i nie może widzieć jedynie swojego świata, jeśli jej rola ma w coraz większym stopniu polegać na wiązaniu z sobą rozmaitych podsystemów.

Nie ma żadnej formuły magicznej, która zapewniłaby alternatywę instytucjonalną. Istotna jest jednak świadomość, że gdy nie rozwiązuje się zasadniczych problemów instytucjonalnych, często nie wynika to z makiawelizmów politycznych, lecz z tego, że nie wysunięto propozycji ich rozwiązania. Tendencje do uelastycznienia i decentralizacji, które dziś dochodzą do głosu w brazylijskim systemie edukacyjnym, niewątpliwie stanowią bardzo ważną podstawę dla koniecznych przeobrażeń.

Nieraz warto rzucić okiem na przeobrażenia instytucjonalne dokonujące się w krajach, w których stosowanie technologii informacji jest o wiele bardziej zaawansowane. Na przykład w Stanach Zjednoczonych stworzono National Center on Education and the Economy – przestrzeń kreowania idei, które pozwalają na łączenie wizji edukatorów, przedsiębiorstw, związków zawodowych i administracji publicznych. Niewątpliwie taka przestrzeń może stać się instrumentem manipulacji politycznej i być może nie byłaby to odpowiednia dla Brazylii struktura. Jednak sama myśl o tym, że należy pracować nad tworzeniem przestrzeni służących wypracowywaniu konsensu między takimi czy innymi kluczowymi aktorami uczestniczącymi w procesie ma istotne znaczenie zarówno w skali krajowej, jak i w gminie czy w społeczności lokalnej.

Przeobrażenia, które interesują nas bardziej bezpośrednio, niewątpliwie zachodzą u podstaw, w samej szkole. Ważne jest jednak, aby zdawać sobie sprawę, że stopniowo przeobraża się cała budowla edukacyjna. Żyjemy w czasach, w których nie tylko musimy lepiej poznać nowe technologie i nowe wyzwania, ale również zarysować pomysły rozwiązań instytucjonalnych stwarzających lepsze warunki stosowania tych pierwszych i stawiania czoła tym drugim.

Pod względem instytucjonalnym zachodzące przeobrażenia można zgrupować wokół trzech wielkich osi. Z jednej strony chodzi o wspomniany już system sojuszów i stosunków partnerskich ze społecznościami lokalnymi, organizacjami społeczeństwa obywatelskiego, związkami zawodowymi, przedsiębiorstwami, mediami – krótko mówiąc, z całokształtem nowego świata, który, podobnie jak edukacja, przebudowuje się wokół tak zwanej organizacji wiedzy. Z drugiej strony chodzi o określenie na nowo tego, co robi się na szczeblu ministerialnym, stanowym, gminnym i społecznościowym – o ponowne zdefiniowanie hierarchii podejmowania decyzji. Wreszcie, chodzi o ogólna horyzontalizację systemu poprzez organizowanie sieci. Tu również nie chodzi tylko o świat edukacji: chodzi o całokształt ludzkiej działalności ewoluującej od tradycyjnego pojęcia władzy „piramidalnej” ku temu, co nazwano „społeczeństwem sieciowym” – network society.

Edukacja, która posługuje się informacjami i wiedzą i której surowiec cechuje zatem totalna płynność w systemach informatyki i telekomunikacji, niewątpliwie ma najwięcej do zyskania na pojęciu sieci – dynamicznych i kreatywnych podmiotów tworzących tkankę stosunków z bankami danych, innymi szkołami, międzynarodowymi ośrodkami naukowymi, instytucjami itd. Ta nowa i rewolucyjna dołączalność, zastępująca ociężałe i nieefektywne piramidy inspektorów, kontrolerów i różnych dziwnych nadzorców, może dogłębnie zdynamizować cały system. Nie trudno wyobrazić sobie otwartą konferencję dyrektorów szkół poświęconą wymianie propozycji pedagogicznych, tekstów między nauczycielami z tego samego obszaru i z różnych szkół czy zinformatyzowany system wsparcia Sekretariatu Edukacji, służący permanentnym konsultacjom pedagogicznym itd.

W ramach społeczeństwa kognitywnego, pracującego z bardzo zróżnicowanymi podsystemami, które ewoluują dynamicznie i w sposób powiązany, potrzebne są zróżnicowane i elastyczne formy zarządzania, a te można wypracować jedynie z szerokim udziałem samych zainteresowanych. Tradycyjna, pionowa i autorytarna hierarchia, napędzana przez państwowe mechanizmy biurokratyczne, lub skupiona, jak przedsiębiorstwo prywatne, na pogoni za szybkim zyskiem, po prostu nie rozwiązuje tego problemu.

Przyjrzyjmy się pewnym implikacjom praktycznym w sferze instytucjonalnej.

● Po pierwsze, wąska wizja świata edukacyjnego powinna ustąpić miejsca szerszej, integrującej koncepcji zarządzania wiedzą społeczną postrzeganą jako kapitał ludzkości i intensywnie powiązaną w swoich rozmaitych wymiarach.

● Z kolei wizja ta powinna aktywnie opierać się na najnowszych postępach technologicznych, które powodują jakościowe przeobrażenia w ogóle w sferze wiedzy, co wymaga rozbudowy naszych podejść, a szczególnie – poważnej pracy analitycznej, która pozwoliłaby przyswoić sobie te innowacje w perspektywie postępowej, mniej wykluczającej edukacji.

● Wspomniane postępy technologiczne stwarzają nowe przestrzenie wiedzy, które wymagają zróżnicowanego i powiązanego traktowania. Należy tu wspomnieć o tym, że nieobecność czy niedostatek dynamicznej polityki na tych nowych obszarach stwarza próżnię, która sprzyja powstawaniu „przemysłu kognitywnego”, co często prowadzi do tworzenia dezintegracyjnych mikroideologii – patrz fanatyzm pewnych ideologii występujących w środowiskach przedsiębiorców, pewnych ruchów religijnych czy pewnych programów telewizyjnych – szkodzących szerszej wizji humanistycznej, którą może dostarczyć ogólny proces integracji społecznej za pośrednictwem wiedzy.

● Zajęcie tych przestrzeni wymaga zbieżności zainteresowanych aktorów społecznych, w tym zarówno edukatorów, jak i przedsiębiorców, związków zawodowych, ruchów społecznościowych i innych, po linii tworzenia instytucjonalnych i politycznych podstaw procesu odnowy i rozbudowy działalności związanej z informacją i wiedzą.

Tak czy inaczej, ważne jest, aby uświadomić sobie, że jeśli nowe technologie informacji i komunikacji reorganizują przemysł, banki, rolnictwo i wiele innych dziedzin, to jest rzeczą naturalną, iż budowla edukacyjna, dla której wiedza jest surowcem, powinna poszerzyć swój horyzont analizy, wykorzystując otwierające się źródło możliwości, walcząc o szersze i odnowione przestrzenie wyposażone w nowe technologie i rozwiązania instytucjonalne.

 

8 – Komunikacja, szkoła i społeczność

Nieco upraszczając, można powiedzieć, że kontrola przestrzeni wiedzy, przechodząc na szczebel globalny, wchodzi na orbitę władzy przedsiębiorstw ponadnarodowych i kryteriów zyskowności, podczas gdy odzyskanie kontroli przez społeczeństwo obywatelskie, zmierzające do tego, aby wiedza służyła szerszemu rozwojowi społecznemu i wzbogaceniu kulturalnemu, dokonuje się poprzez rozwój lokalnych przestrzeni partycypacyjnych. Taka bardziej społecznościowa i społecznie zakorzeniona wizja procesów edukacyjnych nie skazuje nas na segmentację: przeciwnie, samo pojawienie się nowych technologii pozwala nam rozwijać działalność powiązaną w interaktywne sieci poziome, kapitalizując zarówno korzyści płynące z bliskości społecznej, jak i z uniwersalnej dołączalności. Do pewnego stopnia globalizacja zmusza nas do określenia na nowo naszych strategii pracy, wzmacniając kotwice, które stanowi przestrzeń lokalna, ale w perspektywie szerokich powiązań oraz poziomej i zdecentralizowanej koordynacji.

W tym znaczeniu, z punktu widzenia orientacji naszych inicjatyw, zasadniczego znaczenia nabiera szybki proces urbanizacji planety. W przypadku Brazylii wpływ tego procesu jest szczelnie silny, a zarazem – jak to często zdarza się z długofalowymi zmianami strukturalnymi – niedoceniany. W latach pięćdziesiątych byliśmy krajem, w którym dwie trzecie mieszkańców stanowiła rozproszona ludność wiejska. Wszelkie decyzje podejmowano naturalnie w stolicy, w której koncentrowały się rząd, banki i moce techniczne. Dziś, w wyniku historycznego odwrócenia sytuacji, 80 proc. ludności mieszka w miastach, co pociąga za sobą szybką dyslokację osi podejmowania decyzji: miasta stają się podstawowymi jednostkami zarządzania społecznego.

Nie przyswoiliśmy sobie zbytnio tego faktu. Jako kraj późnej urbanizacji, nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z implikacji politycznych i instytucjonalnych rewolucji demograficznej, którą przeżywamy. Wystarczy porównać, gdzie zapadają decyzje odnoszące się do wykorzystania zasobów publicznych w krajach bogatych, cechujących się bardziej osadzoną urbanizacją, i w krajach rozwijających się, w których urbanizacja jest niedawnym zjawiskiem. Otóż w krajach pierwszego świata za pośrednictwem lokalnych mechanizmów podejmowania decyzji wydaje się przeciętnie 40-60 proc. zasobów publicznych, w krajach rozwijających się co najwyżej 10 proc., a w Brazylii, w wyniku uchwalenia nowej konstytucji, zgodnie z najbardziej optymistycznymi ocenami – 17 proc.

Znaczy to, że dopiero teraz zaczynamy rozumieć, iż zarządzanie miastem nie polega jedynie na zajmowaniu się kosmetyką miejską: mamy tu do czynienia z przestrzenią par excellence, w której inicjatywy w sferze robót publicznych, ochrony zdrowia, zatrudnienia, dynamizacji gospodarczej, szkolenia siły roboczej, komunikacji, kultury itd. mogą scalić się i powiązać w ramach całościowej wizji, która ma ręce i nogi. Struktury administracyjne różnego szczebla, przedsiębiorstwa, związki zawodowe, wyższe uczelnie czy szkoły, organizacje społecznościowe, media lokalne będą tam mogły wejść z sobą w powiązania w celu określenia polityki odpowiadającej lokalnym warunkom i rozwijać stosunki partnerskie pozwalające konstruować spójną wizję lokalną i regionalną.

Dziś w Brazylii już kilkaset gmin konkretnie konstruuje takie nowe wizje, wiążąc szkolenie siły roboczej z finansowaniem społecznościowym w celu zdynamizowania rozwoju małych i drobnych przedsiębiorstw, odbiurokratyzowując zarządzanie, tworząc partycypacyjne systemy określania priorytetów budżetowych itd. To jeszcze niewiele, ale taka oddolna przebudowa kraju niewątpliwie stanowi jedną z najważniejszych dynamik sprawiających, że edukacja młodzieży i dorosłych będzie mogła powiązać się z szerszą polityką.

Diagnostyka i ramy pojęciowe do pewnego stopnia się łączą. Tragedia planetarna sprawia, że priorytetem staje się rozwój społeczny – już nie zwykły wzrost gospodarczy. Technologie wymagają większej wiedzochłonności całej działalności ludzkiej, a jednocześnie czynią z działalności polegającej na tworzeniu wiedzy i na zarządzaniu nią priorytetową oś odnowy form rozwoju. Sprawy społeczne stają się głównym sektorem działalności gospodarczej – nie są już tylko użytecznym narzędziem ulepszania „gospodarki”. Urbanizacja pozwala powiązać czynniki polityczne, społeczne i ekonomiczne w zintegrowaną i spójną politykę, wychodząc od działań w skali lokalnej oraz umożliwiając – ale nie gwarantując, z czego należy zdawać sobie sprawę – bezpośrednie uczestnictwo obywatela oraz powiązanie porozumień o stosunkach partnerskich.

Zarządzanie społeczne okazuje się więc priorytetową osią przeobrażeń społecznych. Praktyczny punkt odniesienia dla takiej wizji teoretycznej można znaleźć w działalności Izby Regionalnej Grande ABC, gdzie siedem gmin powiązało się w celu zdynamizowania lokalnej działalności przemysłu tworzyw sztucznych: szkolenie zawodowe koordynuje związek zawodowy pracowników przemysłu chemicznego w ramach partnerskich stosunków z przedsiębiorstwami, Narodową Służbą Przemysłowego Szkolenia Zawodowego (SENAI), Brazylijską Służbą Wsparcia dla Mikroprzedsiębiorstw i Małych Przesiebiorstw (SEBRAE), wyższymi uczelniami i szkołami lokalnymi, z poparciem finansowym Funduszu Wsparcia dla Pracownika (FAT) i innych instytucji, które z biegiem czasu włączą się do tej działalności. Takie programy alfabetyzacji młodzieży i dorosłych oraz kształcenia młodzieży jak MOVA i SEJA uruchamiają szersze procesy mobilizacji. Instytut Badań Technologicznych (ITP) włączył się tworząc Projekt Ruchomych Jednostek Obsługi Technologicznej Mikro- i Małych Przedsiębiorstw (PRUMO). Uniwersytet Stanowy w Campinas wziął w tym udział dokonując diagnostyku regionalnego przemysłu tworzyw sztucznych, a małe i średnie przedsiębiorstwa uczestniczą w okresowych spotkaniach regionalnych. Ogółowi tych i innych inicjatyw zapewnia logikę i spójność Izba Regionalna skupiająca administracje gminne regionu obok przedstawicieli innych instancji rządowych i społeczeństwa obywatelskiego. Choć poszczególne prefektury (zarządy gminne) są w regionie zdominowane przez różne siły polityczne, nie przeszkadza to tworzeniu takiej sieci, gdy rozmaite inicjatywy – takie jak szkolenie młodzieży i dorosłych – nie rozpraszają, lecz stają się synergiczne.

Skłania to do odchodzenia od tradycyjnego pojmowania „zatrudnialności”, polegającego na tworzeniu za pośrednictwem szkolenia zawodowego indywidualnych zdolności poszukiwania pracy, na rzecz scalonej wizji rozwoju, wytyczającej horyzonty, a jednocześnie określającej moce pozwalające je osiągnąć.

O ile orientacja ta jest jasna, o tyle znacznie mniej jasne są formy realizacji odpowiedniej polityki. Jedno z najważniejszych bogactw rozwoju lokalnego wynika właśnie z tego, że działania można dopasować do niezwykle zróżnicowanych warunków, w których funkcjonują społeczności lokalne. Nie ma uniwersalnej formuły, natomiast jest całokształt orientacji czy zasad, które w każdej społeczności lokalnej rozwijającej edukację młodzieży i dorosłych powinny pozwalać na identyfikację form działania najlepiej służących uruchamianiu procesu autokonstrukcji edukacyjnej.

W świecie kulturalnym jednostek ludzkich czy społeczności lokalnych nie ma hermetycznie zamkniętej szuflady zwanej „edukacją”: procesy edukacyjne powinny być powiązane z rozmaitymi istniejącymi przestrzeniami wiedzy obejmującymi telewizję, szkolenie zawodowe w przedsiębiorstwach, dynamiki religijne itd. W ten sposób zadania edukacji dopełnia powiązanie aktorów społecznych, promocja imprez, które zbliżają do siebie ludzi, identyfikacja problemów ekonomicznych czy społecznych, którym społeczność może sprostać w sposób zorganizowany itd.

Dołączalność generowana przez nowe technologie upraszcza te procesy, czyni je naturalniejszymi i łatwiejszymi. Należy wykorzystać takie szanse.

 

9 – Komunikacja i władza: nowe wyzwania

Studiując to, jak edukacja powinna wykorzystać olbrzymi potencjał oferowany przez teleinformatykę, koniecznie należy pamiętać, że nie tylko my jesteśmy tym zainteresowani. Nawet jesteśmy pod tym względem zacofani i w kategoriach ekonomicznych jesteśmy w tym świecie ubogimi krewnymi.

Widać wyraźnie, że przeżywamy wielkie przeobrażenia społeczne, które stwarzają społeczeństwo kognitywne, tak jak dawniej mieliśmy społeczeństwo agrarne i społeczeństwo przemysłowe. Implikacje są głębokie: rozmaite społeczeństwa agrarne kształtowały się politycznie i pod względem stosunków produkcji wokół kontroli kluczowego czynnika – ziemi; społeczeństwo przemysłowe kształtowało się politycznie i pod względem stosunków produkcji wokół kontroli środków produkcji, maszyn. Jaka struktura polityczna i jakie stosunki produkcji będą cechowały społeczeństwa, w których kluczowym czynnikiem staje się wiedza? W przypadku ziemi wytyczano granice lenna lub stawiano ogrodzenie. W przypadku fabryki stawiano mury i bramę. A co w przypadku wiedzy? W fabryce właściciel zawłaszcza nadwyżkę, a pracownik otrzymuje płacę. Jak określa się dostęp do produktu w nowym kształtującym się społeczeństwie? Na razie, zgodnie z obowiązującą w naszym społeczeństwie zasadą vale tudo za pieniądze, profesor zarabia tyle, ile zarabia, a Bill Gates posiada fortunę osobistą, która bliska jest PKB Wielkiej Brytanii. To co najmniej dziwna repartycja wkładów w naukę.

Garść danych zaczerpniętych z raportów Narodów Zjednoczonych daje wyobrażenie o skali zmiany: 80-90 proc. innowacji technologicznych jest kontrolowanych przez kilkaset przedsiębiorstw ponadnarodowych; na cały Trzeci Świat, który zamieszkują cztery piąte ludności świata, przypada około 3 proc. światowych wydatków na badania rozwojowe; kraje ubogie nie mają ani jednej agencji informacyjnej, która informowałaby w skali światowej o ich problemach; zgodnie z najpowściągliwszymi szacunkami, wydatki na reklamę osiągają 435 miliardów dolarów rocznie; przeciętny Amerykanin, który przez całe życie czyta niewiele książek, ogląda w tym czasie w telewizji średnio 150 tysięcy przesłań reklamowych; szkoły otrzymują dziś bezpłatnie oprogramowania edukacyjne, ale razem z wmontowanymi w nie przesłaniami firmowymi; w czasopismach akademickich odkrywa się z przerażeniem, że dziesiątki renomowanych uczonych piszą listy uspokajające ludność, iż papierosy nie są szkodliwe dla zdrowia, otrzymując średnio 10 tysięcy dolarów za taki opublikowany list.

Ruch gigantów finansowych, którymi są firmy ubezpieczeniowe, pożera publiczne systemy ochrony zdrowia. Edukację szybko flankują przedsiębiorstwa ponadnarodowe w sferze badań, nowe światowe giganty medialne w sferze informacji, firmy reklamowe w sferze kreowania wartości. Tym, czym ongiś byli tycoons przemysłu i ropy naftowej, dziś są Gates, Murdoch, Turner, Bertelsmann.

Toczy się dziś wojna o kontrolę nad różnymi segmentami, które mają tendencję do kształtowania coraz bardziej interaktywnej wspólnej przestrzeni: kultury, informacji, edukacji, badań, komunikacji. Oś ta staje się kręgosłupem serii przeobrażeń strukturalnych w skali planetarnej. Nie można już dłużej mówić o wyspie na morzu procesu, o świecie edukacyjnym, nie odnosząc się do szerszego procesu przeobrażeń.

Drugi istotny punkt jest następujący: komunikacja, stanowiąca aspekt rozmaitych sektorów działalności gospodarczej i społecznej, sama staje się gigantycznym sektorem gospodarki. W artykule wstępnym w Business Week przypomniano, że całokształt działalności nazywanej entertainment industry, przemysłem rozrywkowym, stał się dziś lokomotywą gospodarki północnoamerykańskiej, wyprzedając takie sektory jak przemysł samochodowy czy zbrojeniowy. Nie jest to już „wsparcie” dla interesów – jest to interes. Gdy przyjrzymy się 12 najwydajniejszym przedsiębiorstwom w Stanach Zjednoczonych figurującym na tradycyjnej liście 500 top corporate performers, sporządzanej na podstawie indeksu firm o największej kapitalizacji S&P, to okaże się, że osiem spośród nich należy do branży informatycznej i telekomunikacyjnej, jedna do niebankowej branży finansowej (czytaj: do spekulacji finansowej, w której wszystko jest informatyką i telekomunikacją), dwa przedsiębiorstwa zajmujące się ochroną zdrowia (to też nowy big business, kontrolowany dziś przez firmy ubezpieczeniowe, z kolei stowarzyszone z bankami) i jedno przedsiębiorstwo modnej odzieży, działające zasadniczo w oparciu o sprzedaż wizerunku. Disney ze swoimi sympatycznymi myszkami, ale również wielkimi sieciami informacyjnymi w rodzaju ABC, jest dziś drugą grupą światową w branży medialnej. Jego prezes, Michael Eisner, ma równie sympatyczne wynagrodzenie w wysokości 575,6 miliona rocznie. Myszki wcale już nie są wirtualne i mają długie i ostre zęby polityczne. Zmiana roli tego sektora w społeczeństwie jest jakościowa, co zmusza nas do przemyślenia całej wizji przeobrażeń społeczeństwa.

Trzeci istotny punkt: rozmaite rodzaje działalności „zasadniczej” są dziś coraz bardziej powiązane ze środkami informacji i granice między nimi stopniowo ulegają zatarciu. Bill Gates ze swoim zdegradowanym w wyniku procesów antytrustowych wizerunkiem wydał w 1999 r. książkę pod tytułem Business @ the Speed of Thought, w której jest trochę pomysłów i dużo kosmetyki. Tygodnik Time, którego cyrkulacja jest olbrzymia, umieścił Gatesa na okładce i uprzejmie poświęcił sześć stron na recenzję jego książki, co było niezwykłym aktem szczodrości. Gdy rzuci się okiem za kulisy, to okaże się, że Time wydawany jest przez Time-Warner, że wydawcą książki Gatesa był Warner Books i że Time-Warner jest mocno powiązany gospodarczo z Microsoftem, który z kolei powiązany jest z niezliczoną liczbą sfer biznesowych. To tylko jeden z wielu możliwych przykład świadczących o tym, czym dziś jest szeroka tendencja do organizacyjnej zbieżności interesów. W tygodniku Time wyjaśniono, rzecz jasna, że ksiązka jest bardzo interesująca. W końcu, jak wiadomo, komunikacja odzwierciedla jedynie rzeczywistość – ona jej nie wytwarza.

Robert Murdoch, gigant medialny, stara się kupić angielską drużynę piłki nożnej Manchester United. Jego wiedza o piłce nożnej jest żadna, ale ponieważ ma kanały telewizyjne, kupuje drużyny piłkarskie: z mocą transmisyjną w jednej ręce i piłkarzami (obwieszonymi reklamami) w drugiej, ściąga się klientów. Sieci komunikacji starają się nabywać przedsiębiorstwa w najrozmaitszych sektorach; proces ten jest absolutnie spójny z ewolucją najszlachetniejszych rodzajów działalności produkcyjnej w sferze „niematerialnej”. Gigantyczna firma Pearson jest właścicielem Financial Times – jednego z głównych instrumentów informacji finansowej na świecie. W 1998 r. wykupiła ona za 4,6 miliarda dolarów wielkie północnoamerykańskie wydawnictwo uniwersyteckie Simon & Schuster. Marjorie Scardino, Teksanka kontrolująca tę firmę, „uważa, że edukacja to przyszłość przedsiębiorstwa. Jej ambicje online są ogromne. Tej jesieni (2000 r.) Pearson ma nadzieję wylansować Learning Network (sieć edukacyjną), która zamierza zająć się w Internecie szkoleniem i edukacją w Stanach Zjednoczonych.”

W raporcie Narodów Zjednoczonych o rozwoju społecznym za 1998 r. stwierdza się, że za dodatkowe 40 miliardów dolarów byłoby możliwe „uzyskanie i utrzymanie powszechnego dostępu do edukacji podstawowej dla wszystkich, zapewnienie wszystkim kobietom ochrony zdrowia reprodukcyjnego, odpowiedniej żywności, bezpiecznej wody i właściwych warunków sanitarnych dla wszystkich. Stanowi to niespełna 4 proc. łącznego bogactwa 225 najbogatszych osób na świecie.” W raporcie ocenia się obecne wydatki na reklamę na około 435 miliardów dolarów rocznie. Skalkulowano już, że koszty położenia kresu tragedii 180 milionów dzieci, które głodują na planecie, byłyby niższe niż roczne wydatki na reklamę papierosów w Stanach Zjednoczonych. Czy środki informacji i komunikacji jako centralny instrument kanalizacji interesów i motywacji w społeczeństwie odgrywają decydującą rolę w kształtowaniu wartości, czy też odzwierciedlają jedynie te wartości?

Wkraczamy w świat, który wcale nie jest niewinny, gdyż okupują go giganty finansowe i medialne szerzące wartości, które mogą reprezentować to właśnie, czym nie chcielibyśmy zatruwać naszych uczniów. Tymczasem uczniowie ci spędzają codziennie wiele godzin przed telewizorami, grają w najgłupsze i najgwałtowniejsze gry, do których mają dostęp w Internecie, i są poddani bombardowaniom reklamowym. Nie ma już wysp kulturalnych. Powinniśmy stawić czoło temu nowemu światu władzy i oswoić go, a nie udawać, że nie istnieje. Władza to realny problem.

 

10 – Potencjał demokratyzacji

Big business zawłaszcza to, co było najbogatszą i najszlachetniejszą sferą społecznej wymiany wartości i kreatywności, a mianowicie kultura. Proces ten niewątpliwie zasługuje na krytykę. Wypada jednak również zrozumieć, że te same technologie mogą stać się wspornikiem fantastycznego wzbogacenia społecznego, jeśli będziemy potrafili stworzyć warunki polityczne i instytucjonalne, które przestawią ich wykorzystanie na inne tory.

Istotna jest też wizja nastawiona na przyszłość. Gdy rzucimy okiem w przeszłość, zobaczymy, że kultura mniej zdominowana przez wielkie grupy ekonomiczne również miała skrajnie elitarny charakter. Kultura była sprawą salonową. Książka istniała dla niewielu uprzywilejowanych. Piękny spektakl mógł obejrzeć ktoś, kto miał możliwość pójść do teatru. Dziś wiele takich rozkoszy dociera na przykład do 92 proc. mieszkań brazylijskich, bo w tylu z nich są telewizory. Jeszcze raz, chodzi jednak o to, aby nie wylewać dziecka z kąpielą i zrozumieć, z jak ogromnym potencjałem mamy tu do czynienia. Problem stanowi zmonopolizowana kontrola światowych środków komunikacji, a nie pozytywna rewolucja, na którą środki te pozwalają.

Znaczenie demokratyzacji środków przekazu, które stanowią wspornik rozprzestrzeniania się kultury, ma dwa oblicza. Z jednej strony chodzi o to, aby ten istotny środek komunikacji zglobalizowanego społeczeństwa zapewnił poszanowanie rozmaitych kultur, rozmaitych środowisk społecznych, mniejszości, kulturalnego bogactwa świata, unikając pasteryzacji Malboro country czy tak zwanej makdonaldyzacji planety. Innymi słowy, demokratyzacja jest istotna dla bogactwa kulturalnego samych środków komunikacji.

Z drugiej strony – co jeszcze ważniejsze – chodzi o to, że te środki komunikacji mają dziś żywotne znaczenie dla kształtowania postaw i wartości we wszystkich sferach reprodukcji społecznej. Na przykład, żywotne znaczenie ma ogólne podniesienie poziomu kultury ekologicznej, tak, aby można było zahamować obecne tempo niszczenia zasobów. Żywotne znaczenie ma tworzenie wielu lokalnych instrumentów komunikacji, funkcjonujących sieciowo, dołączających do szerszych czy globalnych systemów, zgodnie ze zróżnicowanymi zainteresowaniami i potrzebami, tak, aby umożliwić stopniową harmonizację rozwoju gospodarczego na świecie, za pośrednictwem sieci konsultacji technologicznej czy innych. Żywotne znaczenie ma zastosowanie szerokich sieci komunikacji dla przeobrażenia edukacji w interaktywnym procesie wzajemnego wzbogacania się szkół w każdej części świata.

Znaczenie, jakie ma wspomniany tu już północnoamerykański PBS (Public Broadcasting System), wynika z tego, że znalazł on konieczną równowagę między przedsiębiorczością prywatną a paternalizmem państwowym, między samofinansowaniem się a subwencjami, między zarządzaniem autorytarnym a partycypacją społecznościową, między kompetencją techniczną a zarządzaniem demokratycznym.

Na razie takie twórcze rozwiązania stanowią wyjątek. W miarę jak wielkie przedsiębiorstwa uświadamiają sobie, jak potężną dźwignię ekonomiczną stanowi kontrola krążenia informacji w społeczeństwie kognitywnym, z pazurami i zębami rzucają się one do walki o nowe przestrzenie telekomunikacji, którymi wtedy, gdy generowały one więcej kosztów niż zysków, we wszystkich częściach świata spokojnie zarządzały państwa.

Z punktu widzenia struktury sektora, istotnym elementem jest zbieżność trzech wielkich sił: korporacji ponadnarodowych, wielkich grup kontrolujących komunikację i tradycyjnych ugrupowań politycznych. Dziś nikt nie neguje wagi mediów w kształtowaniu świadomości politycznej. Mówiąc słowami Galbraitha, „niechaj idealizacja nie przesłania rzeczywistości: w Stanach Zjednoczonych duża część środków przekazu uważa za prawdę to, co obecnie jest politycznie popularne”. W XIX w. Benjamin Disraeli, który kierował polityką królowej angielskiej Wiktorii, zreasumował to w bardzo prosty sposób: „He who controls information, controls reality” – kto kontroluje informację, ten kontroluje rzeczywistość

Zdaniem Davida Kortena, same media działają tak jak przedsiębiorstwa ponadnarodowe. „Można uważać, że w nowoczesnych społeczeństwach telewizja stała się najważniejszą instytucja reprodukcji kulturalnej. Nasze szkoły są totalnie skolonizowane przez interesy korporacyjne, które obecnie starają się zawładnąć szkołami. Celem nie jest po prostu sprzedaż produktów i umocnienie kultury konsumpcjonistycznej. Chodzi również o stworzenie kultury politycznej, która w umyśle publiczności kojarzy interesy korporacji z interesem ludzkim… Ta przebudowa rzeczywistości zaczyna się od deklaracji, że w gospodarce rynkowej konsument decyduje, a rynek reaguje. W świecie drobnych nabywców i sprzedawców mogło to być prawdą. Żaden indywidualny sprzedawca nie mógł liczyć, że stworzy nową kulturę, która sprawi, że ludzie będą kupować jego produkt. Nasza bieżąca rzeczywistość taka nie jest. Obecne korporacje nie mają hamulców, gdy chodzi o reformowanie wartości całego społeczeństwa tak, aby stworzyć ujednoliconą kulturę, nastawioną na stymulowanie wydatków i lansowanie politycznych interesów korporacji.” Chodzi zatem o „kultywowanie wartości politycznych zgodnych z interesami korporacji”. Wiadomo, że w Brazylii są takie same problemy, tylko że odnosi się wrażenie, iż ogląda się je przez szkło powiększające.

Najważniejsze – to zrozumieć, że globalna dołączalność dogłębnie rewolucjonizuje same podstawy naszej organizacji społecznej. Potencjał ten może zamienić się po linii uniwersalnego Internetu w rodzaj światowego pool informacji i rozrywki, generując prawdziwe społeczeństwo kognitywne, lub stać się globalnym instrumentem manipulacji, czynnikiem ubożenia kulturalnego, panowania politycznego i jeszcze głębszej nierównowagi gospodarczej.

Ogólnie rzecz biorąc, nie można już szukać rozwiązań w edukacji w sposób izolowany, podobnie jak nie można tego czynić w komunikacji czy w różnych przestrzeniach kulturalnych. W swoich rozmaitych przejawach radykalnie zmienił się wymiar wiedzy. Świat kapitału bezlitośnie walczy dziś o ten nowy kontynent ekonomiczny. Świat intelektualistów, edukacji, kultury w najbardziej znaczącym znaczeniu – tych, którzy efektywnie tworzą kulturę – pozostaje jeszcze dość odległy od tej wojny, w której toku decydują się losy nas wszystkich.

 

Podsumowanie i wnioski

Celem tego tekstu było zarysowanie usystematyzowanej wizji wyzwań, które stoją przed edukacją, gdy trzeba na nowo określić jej funkcje, formy organizacji, a nawet wartości, aby stawić czoło zachodzącym przeobrażeniom technologicznym. Uprzywilejowujemy tu dziesięć punktów. Przyjrzyjmy im się pokrótce, aby uformować całościowy pogląd.

1. Przechodzimy od świata w którym wiedzą zajmował się wyspecjalizowany segment społeczeństwa, świat edukacji, do świata, w którym ogół działalności ludzkiej staje się wiedzochłonny. Zarządzanie wiedzą staje się zatem szerszą przestrzenią, na której edukacja powinna przebudować swoją rolę, odnaleźć swoje miejsce.

2. Presja na osiągnięcie wyższego poziomu wiedzy obejmuje wszystkie sektory – rolnictwo, przemysł, banki, ochronę zdrowia, samą edukację. Wraz z tym edukacja przestaje być krótkotrwałym przebywaniem w ławach szkolnych w toku przygotowań do życia zawodowego. Chodzi o to, aby uczyć się i uczyć się na nowo we wszystkich fazach naszego życia oraz zreorganizować edukację zgodnie z wymogami tego nowego świata.

3. W tym samym czasie, w którym przeobrażają się radykalnie rozmiary wiedzy, rozwijają się nowe instrumenty pozwalające organizować ją, mieć do niej dostęp, przekazywać ją: technologie komunikacji i informacji, teleinformatyka. Zmieniają się zupełnie narzędzia pozwalające obcować z wiedzą. Narzędzia te nie tylko są nowe, ale rozwijają się i przeobrażają.

4. Gdy łączy się dwa wielkie przeobrażenia, zachodzące w świecie wiedzy i w narzędziach pracy, to staje się dość oczywiste, że taki obszar jak edukacja powinien na nowo przemyśleć swoje paradygmaty. Nie chodzi o to, aby poddać go odrobinie zabiegów kosmetycznych, lecz o dogłębną reformę.

5. W miarę jak wiedza staje się stopniowo uprzywilejowanym surowcem wszystkich obszarów działalności i powstają nowe przestrzenie, takie jak szkolenie zawodowe w przedsiębiorstwach, w telewizji, w Internecie itd., wzrasta rola obszaru wyspecjalizowanego w wiedzy, którym jest edukacja, jako możliwego wiązadła rozmaitych podsystemów. Nie można już postrzegać edukacji jako izolowanego świata czy nie rozumiejąc jej komplementarności w stosunku do innych przestrzeni wiedzy.

6, Nie wystarczy przyswoić sobie informatyki, Internetu i innych technologii wiedzy: nowe technologie powodują przeobrażenia w formach pracy z wiedzą i z kolei wymagają nowych form organizacji czasu, przestrzeni, stosunków wewnętrznych w szkole; są to tak zwane zmiany organizacyjne.

7. Poza zmianami organizacyjnymi na szczeblu szkoły, konieczne są szersze zmiany instytucjonalne w świecie edukacji. Powstaje świat bardziej zdecentralizowany, elastyczniejszy, bardziej partycypacyjny, bardziej interaktywny i jest to jedyny sposób na sprostanie nowym wyzwaniom.

8. Szkoła należy do pewnej przestrzeni – do społeczności lokalnej. Wiedza w swoich nowych wymiarach wymaga dużo większej interakcji między szkołą a jej przestrzenią społeczną. Nowe technologie, ułatwiając dołączalność, mogą stanowić pomost służący ulepszeniu integracji. W coraz bardziej zindywidualizowanym społeczeństwie, w którym zanika życie towarzyskie, szkoła może odgrywać nowe role.

9. Przestrzeń, którą powinna zająć szkoła wraz z nowymi technologiami, nie jest już pusta. Starają się kontrolować ją potężne korporacje medialne, informatyczne i zajmujące się badaniami rozwojowymi. Wyzwanie rzucane przez nowe technologie nie jest jedynie wyzwaniem technicznym i pedagogicznym: jest również wyzwaniem w sferze władzy.

10. Z drugiej strony, łatwość komunikacji między szkołami w jednym regionie czy z instytucjami w innych krajach, komunikacji mejlowej między uczniami a nauczycielami, przeprowadzania online wywiadów z uczonymi – to wszystko stwarza gigantyczną przestrzeń demokratyzacji i zrównoważenia społecznego za pośrednictwem nowych technologii.

Tak więc, aby zostać zrozumianym i stymulować debatę, uprzywilejowujemy pewne wielkie „trzony” problemowe. Ogólnie rzecz biorąc, przeobrażenia są zbyt świeże, a nowe technologie zbyt rozległe, aby można było zarysować „podręcznik dla użytkownika nowości”. Wszyscy powinniśmy konstruować nowe dynamiki.

Na początku tej pracy przytoczyliśmy słynne przesłanie do edukatorów pozostawione przez pewnego więźnia obozu koncentracyjnego w Niemczech nazistowskich. Działo się to w latach czterdziestych. Oto obraz dzisiejszej sytuacji, zapisany w pewnym sprawozdaniu Narodów Zjednoczonych z 1998 r.: nie można uzyskać 6 miliardów dolarów, które byłyby potrzebne, aby na całym świecie do szkół chodzili ci wszyscy, którzy powinni do nich chodzić; nie można również uzyskać 9 miliardów potrzebnych do zapewnienia wszystkim wody i warunków sanitarnych, podobnie jak nie można uzyskać 13 miliardów, które byłyby konieczne do zapewnienia wszystkim ochrony zdrowia i wyżywienia. W Stanach Zjednoczonych wydaje się natomiast 8 miliardów na kosmetyki, w Europie wydaje się 11 miliardów dolarów na lody, w Stanach Zjednoczonych i w Europie wydaje się 17 miliardów na karmę dla zwierząt domowych, w samej tylko Europie wydaje się 50 miliardów na papierosy, a na całym świecie wydaje się 400 miliardów na narkotyki i 780 miliardów na wydatki wojskowe. W sprawozdaniu Narodów Zjednoczonych przedstawiono te liczby pod ironicznym tytułem: „Priorytety świata?”

Skutki są straszne. Co roku, ze śmiesznych powodów, umiera 11 milionów dzieci, choć mamy pieniądze, techniki i środki organizacyjne pozwalające skończyć z tą tragedią. Pół miliona dzieci co roku traci wzrok z powodu braku witaminy A. Roczny wydatek na jedno dziecko, który pozwoliłby temu zapobiec, wynosiłby około 10 centów. Hitler zabił miliony. Był barbarzyńcą. My tylko pozwalamy umierać. Zdziwieni, ale niewzruszeni, słyszymy, jak wielka i nowoczesna firma farmaceutyczna wyjaśnia, że produkcja leków dla ubogich jest nierentowna, ponieważ ich efektywny popyt (to znaczy pieniądze, które mają na zakup leków) jest niedostateczny.

Wielkie wyzwanie stojące przed edukacją polega na mobilizacji jej sił na rzecz odbudowy zbieżności między potencjałem technologicznym i interesami ludzkimi. W Brazylii świat edukacji to 50 milionów uczniów i nauczycieli. Jest to siła. Nowa waga wiedzy na planecie i edukacji w procesach reprodukcji społecznej może stanowić potężną dźwignię humanizacji społecznej.

 

Warto przeczytać:

 

Cathy N. Davidson e David Goldberg – The Future of Learning Institutions in a Digital Age – 41p. – http://mitpress.mit.edu/9780262513593 MIT / 2009

Clay Shirky – Cognitive surplus – Creativity and generosity in a connected age  – Penguin Press, New York 2010 – ISBN 978-1-59420-253-7 /

CEPAL – La hora de la igualdad: brechas por cerrar, caminos por abrir.
CEPAL. Santiago, mayo de 2010, 289 p. /

Gar Alperovitz and Lew Daly – Unjust Deserts: How the Rich Are Taking Our Common Inheritance and Why We Should Take It Back – London, New York, New Press, December 2009

Francis Pisani et Dominique Piotet  – Comment la Web va changer le monde – Paris, Pearson 2008

 

Kontakty pomocnicze w Brazylii

Bibliografia pomaga, ale ważne jest również zwrócenie się do organizacji, które udzielają wsparcia w dziedzinie stosowania nowych technologii w procesach edukacyjnych. Interesującym punktem odniesienia jest Instituto Paulo Freire, który kontynuuje dorobek swojego patrona w sferze edukacji, etyki i osadzenia społecznego. Instytut ten, www.paulofreire.org,  to również dobry kontakt, aby dowiedzieć się o innych instytucjach działających na tym obszarze: . Instytut Polis, http://www.polis.org.br, zgromadził liczne i interesujące doświadczenia w sferze edukacji, z którymi zapoznaje między innymi za pośrednictwem swojej publikacji „Dicas Municipais”. Conselho Latinoamericano de Ciências Sociais (CLACSO) ma grupę roboczą Educação e Sociedade, http://www.clacso.org/. Uniwersytet w Brasilii (UnB) rzuca nowe wyzwania metodologiczne i teoretyczne w procesach konstrukcji wiedzy: http://www.universidadevirtual.br/. Biblioteca Virtual de Políticas Públicas em Ciência e Tecnologia, rozwijana przez PROSSIGA/CNPQ, to portal, na którym kompiluje się ogół informacji pomocniczych dla osób pragnących wejść w świat Bibliotecas Virtuais: http://www.prossiga.br/cnpq/politicas-publicas/. Comitê para Democratização da Informática (CDI) to organizacja pozarządowa non-profit, która promuje programy edukacyjne i profesjonalizujące (Escolas de Informática e Cidadania), w celu reintegracji członków ubogich społeczności, a zwłaszcza dzieci i młodzieży, i obniżenia poziomu wykluczenia społecznego, któremu podlegają w Brazylii i na całym świecie: http://www.cdi.org.br/. Centro de Estudos e Pesquisas em Educação, Cultura e Ação Comunitária (CENPEC) to organizacja non-profit prowadząca badania, doradztwa, programy szkoleniowe, materiały pedagogiczne i wyspecjalizowane publikacje: http://www.cenpec.org.br/. Núcleo de Informática Aplicada à Educação (NIED) dysponuje dla download oprogramowaniami Superlogo (językiem, w którym uczeń konstruuje swoją wiedzę za pośrednictwem komputera) i Sicre (przeznaczonym do uczenia się, jak rozwiązywać równania pierwszego stopnia): http://www.nied.unicamp.br. Portal Estação Ciência zawiera informacje o wszystkich projektach Estação Ciência. Klikając na link Laboratório Virtual można uzyskać dostęp do animacji multimedialnych o inercji, silniku elektrycznym, systemie słonecznym, do mapy Brazylii, układu okresowego pierwiastków i innych: http://www.eciencia.usp.br/. Escola do Futuro prowadzi badania nad nowymi technologiami komunikacji stosowanymi w edukacji. Na tym portalu można uzyskać dostęp do prac w dziedzinie nauk ścisłych, matematyki i banku danych o oprogramowaniach edukacyjnych. Jeden z najczęściej odwiedzanych działów to Biblioteca Virtual do Estudante Brasileiro z bezpłatnym dostępem do zbiorów tekstów w języku portugalskim, obrazów, dźwięków i innych dziedzin związanych z nauczaniem podstawowym i średnim oraz z kursami technicznymi w Brazylii: http://www.futuro.usp.br. EdutecNet to społeczność wirualna nastawiona na nauczanie kooperacyjne za pośrednictwem Internetu. Społeczność ta tworzy Rede de Educação e Tecnologia i ma listę dyskusyjną EduTec z ośmiuset członkami: http://www.edutecnet.com.br.

O autorze

Ladislau Dowbor urodził się we Francji w 1941 r. i jest synem Polaków, którzy podczas drugiej wojny światowej wyemigrowali do Brazylii. Początkowo mieszkał w Belo Horizonte i w 1954 r, przeprowadził się do São Paulo, gdzie mieszka do dziś, już jako obywatel brazylijski. W 1964 r. wyjechał do Szwajcarii, gdzie studiował neoklasyczną ekonomię polityczną Walrasa i Pareta na Uniwersytecie Lozańskim. Powrócił do Brazylii w 1968 r. i brał udział w ruchu oporu wobec dyktatury wojskowej. W 1970 r. znalazł się na emigracji. Po kilku latach spędzonych w charakterze uchodźcy w Algierii, Chile i innych krajach pojechał do Polski, gdzie uzyskał tytuł magistra i stopień doktora nauk ekonomicznych, w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, po linii Oskara Langego i Michała Kaleckiego. Podczas „rewolucji goździków” w Portugalii, w 1974 r., został zaproszony do pracy na uniwersytecie w Coimbra. W 1977 r., w Gwinei-Bissau, która właśnie uzyskała niepodległość, objął funkcję koordynatora technicznego Ministerstwa Planowania pod kierownictwem Vasco Cabrala, z którym współpracował przez cztery lata, zajmując się również licznymi doradztwami dla Narodów Zjednoczonych.

Po amnestii powrócił do Brazylii i wykładał ekonomię i administrację na Papieskim Uniwersytecie Katolickim São Paulo, gdzie pracuje do dziś, w sektorze studiów podyplomowych. Równolegle pracował nadal na polu organizacji zdecentralizowanych i partycypacyjnych systemów zarządzania ekonomicznego w Gwinei Równikowej w 1984 r., w Nikaragui w 1987 r., w Ekwadorze w 1990 r., kierując projektami Narodów Zjednoczonych. W latach 1989-1992 był doradcą do spraw międzynarodowych i sekretarzem do spraw nadzwyczajnych zarządu miasta São Paulo, gdy miastem tym zarządzała Luiza Erundina.

Obecnie udziela doradztwa i prowadzi badania w zakresie zdecentralizowanych systemów zarządzania społecznego na szczeblu zarządów miejskich, rządów stanowych oraz organizacji międzynarodowych UNICCEF, UNDP-WHO, UN-HABITAT i innych. Jest doradcą organizacji pozarządowych Fundação Abrinq, Polis, Transparência Brasil i innych.

Opublikował wiele książek, m.in. O que é capital?, Formação do capitalismo dependente no Brasil, Guiné-Bissau: A busca da independência econômica, Formação do Terceiro Mundo, O que é poder local? (wszystkie wydane przez Editora Brasiliense), Aspectos econômicos da educação (Ática), Brazylia bez egzotyki (Ossolineum), Rozbita mozaika (Wyd. Akademickie Dialog), Demokracja ekonomiczna (Instytut Wydawniczy Książka i Prasa). Jego artykuły, książki i studia techniczne są dostępne na portalu http://dowbor.org lub za pośrednictwem e-mail .

Copyleft – Ladislau Dowbor – http://dowbor.org

 


[1] Wydanie zaktualizowane r. 2011

 

Download